3965 0

Chociaż polski rynek internetowy wciąż chwalony jest za wybujałą dynamikę na poziomie dwudziestu kilku procent, to nie ma da się ukryć, że coraz trudniej, szczególnie mniejszym i średnim...

Gdy na rynku brylują hipersklepy z nadmiarową ilością kapitału, gotowe do penetrowania praktycznie każdej niszy sprzedażowej, w celu wyrwania kilkudziesięciu tysięcy złotych obrotu rocznie więcej przy zazwyczaj kilkuprocentowym zysku, to najwyższa pora uciekać w bardziej cywilizowane rejony na przykład: w świat. W niniejszym tekście pokaże kilka prostych sposobów na rozpoczęcie sprzedaży poza granicami naszego kraju.

 

Europa czy świat?

 

Zdecydowanie Europa. A jak Europa to Unia Europejska. Wspólny rynek oznacza swobodny przepływ towarów, brak barier celnych i co najmniej grudnia 2014 roku wspólne przepisy regulujące handel internetowy. Reszta świata to dosłownie wolna amerykanka. Każdy kraj ma własne przepisy, szczególnie te najgroźniejsze dla handlu wysyłkowego, czyli celno-podatkowe. Ponadto, mogą pojawić się niespodziewane bariery kulturowe oraz oczekiwania. Dlatego ekspansja na rynki pozaeuropejskie powinna być poprzedzona rozpoznaniem i wytypowaniem tylko tych miejsc na mapie świata, gdzie faktycznie potwierdzimy nasze szanse biznesowe. Jak zupełnie bezpłatnie możemy sprawdzić którymi częściami świata warto się zainteresować? Nic prostszego – użyjmy Google Trends, wpiszmy kilka marek, które mamy w ofercie i voila – wiemy, gdzie zawęzić dalsze poszukiwania.

 

Sprawy fundamentalne: podatki, język, logistyka.

 

Jeśli prowadzicie bardzo małą działalność powinniście wiedzieć, że sprzedawać za granicę możecie tylko wtedy, gdy jesteście podatnikiem VAT. Warto także pamiętać, że sprzedawanie za granice wiąże się z licznymi formalnościami podatkowymi i wymaga przygotowania, oraz przedyskutowania z obsługującym firmę biurem księgowym. W przypadku sprzedaży dla konsumentów trzeba uważać na progi obrotów podatku VAT w krajach do których sprzedajemy. Jeśli przekroczymy określony próg konieczna jest rejestracja w danym kraju jako podatnik VAT.

Język to kolejna bariera do przebrnięcia. Zjednoczona Europa to kilkadziesiąt języków w ogóle, kilkanaście istotnych i tylko kilka ważnych: angielski, niemiecki i francuski. Włoski, hiszpański i portugalski możemy odłożyć na bok z powodu niskiego poziomu internetyzacji południa Europy. Naturalnie, są od tej sytuacji wyjątki – niczego nie przyjmujemy za pewnik bez rozeznania przynajmniej w Google Trends. Na placu boju pozostają: angielski, niemiecki i francuski. Francuski to także część niderlandów i Szwajcarii. Niemiecki to także Austria, Szwajcaria, Belgia, Luksemburg. Angielski to poza Wielką Brytanią także Irlandia, a przede wszystkim kraje skandynawskie: Norwegia, Szwecja, Dania, Holandia. Stąd wybór języka w jakim zechcemy porozumiewać się z naszymi klientami powinien wynikać przede wszystkim z tego, na jaki rynek chcemy wejść.

Logistyka to kolejny kawałek układanki. Zapomnijmy o stawkach jakie obowiązują w krajowym ruchu przewozowym. Stawki europejskie są kilkukrotnie wyższe i bardzo zróżnicowane ze względu na kraj. Trudno też uzyskać rozsądne stawki tylko u jednej firmy logistycznej. Ponadto, często w ruchu międzynarodowym obowiązują zupełnie inne obostrzenia co do wagi i gabarytów przesyłek. Stąd niezbędne jest zapewnienie sobie właściwej logistyki zdecydowanie wcześniej, zanim weźmiemy się za sprzedawanie.

 

Kanały sprzedaży, czyli jakiego pośrednika wybrać.

 

Pierwszym kierunkiem jaki rozsądnie jest obrać to wybór pomiędzy Amazonem a eBay’em. Przy czym pierwszy dociera do zdecydowanie większej liczby osób, ale liczy też sobie zdecydowanie wyższe prowizje, porównywalne z polskim Allegro.pl. Dodatkowo musimy opłacić 25 funtów (lub 39 euro) miesięcznego abonamentu! Do tego Amazon zaleca korzystanie z usługi magazynowania produktów w swoich wewnętrznych placówkach, co znowu podraża koszty. Trzeba też dodać, że w eBay nie konkuruje ze swoimi własnymi klientami. Amazon, jak wiadomo, nie czuje tu szczególnych oporów słynąc przede wszystkim z tego, że jest największym sklepem internetowym na świecie, nie zaś największym globalnym pośrednikiem w handlu internetowym.

Aktualnie Amazon oferuje sprzedaż produktów na 5 największych europejskich rynkach: Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania. Skuteczność Amazona możemy przetestować bezpłatnie przez 3 miesiące, co pozwala rozwiać wątpliwości co do opłacalności całej operacji. Przy czym warto nadmienić, że Amazon.de pojawił się w wersji angielskiej i zaoferował bezpłatną wysyłkę do Polski powyżej 49 euro. Obecność magazynów Amazona w Polsce sprawia, że z pewnością będzie się on próbował rozpychać na naszym rynku, a przynajmniej testować możliwości klientów obeznanych w światowych stronach e-commerce np. AliExpress.com.

Ebay z kolei jest przeciwieństwem Amazona. Z jednej strony mamy dość spore stawki za abonament – najwyższa to 69zł miesięcznie, ale przy tym prowizja na poziomie około 2 procent, zaś cena wystawienia produktu to w najgorszym wypadku kilkanaście groszy. Do tego warto zainwestować w szablon sprzedażowy, podobnie jak w przypadku Allegro.pl. Ze względu na koszty to właśnie eBay wydaje się być najrozsądniejszą propozycją na początek wyprawy poza granicę kraju.

Sklep internetowy to ostatnia opcja, która oznacza, że musimy zoptymalizować nasze oprogramowanie pod kątem co najmniej językowym. Najlepiej jest jednak stworzyć także oddzielny adres wraz z dedykowanymi dla danej wersji językowej metatagami. To pozwoli wypozycjonować sklep w obcojęzycznej wersji Google – pod warunkiem, że dokonamy stosownych korekt dla danego adresu www w Google Search Console. A to tylko początek trudnej i wyboistej drogi, która zasługuje na zupełnie oddzielne potraktowanie.

 

Źródło: Mensis.pl nr 39

Autor: Andrzej Lemański

Tagi