2200 0

Mało kto pamięta, że cała sprawa sięga roku 2004, kiedy to wprowadzenie usługi Gmail wywołało pierwszą falę niepochlebnych artykułów prasowych o Google.

Sprawa skanowania przez Google maili w ramach usług Gmail sięga praktycznie początków tej usługi, pomyślanej właśnie pod kątem uzyskania większej ilości informacji o użytkownikach i przekazywania ich do system AdWords. Ogłoszenie planów o tym, że w ramach usługi darmowej poczty, korespondencja użytkowników będzie „czytana” przez algorytm wywołała 13 lat temu w Stanach Zjednoczonych skandal na skalę krajową oraz pozwy ze strony zarówno organizacji chroniących prywatność jak i prywatnych użytkowników. Szczególnie zżymano się wtedy na firmowe hasło Google’a: „dont be evil”. Przedstawiciele Google’a tłumaczyli w owym czasie, że dane są anonimizowane, czyli nie da się ich połączyć bezpośrednio z właścicielem konta.

Dzisiaj mamy drugą odsłonę tego przykurzonego już sporu. Google poinformował, że wyłączy skanowanie korespondencji. Powód jest prozaiczny: jeszcze większe pieniądze. Google woli sprzedawać usługi G Suite, czyli pakiet biurowy obudowany wokół konta Gmail, niż polegać na trochę większej skuteczności reklam dzięki skanowaniu korespondencji swoich użytkowników.

Dla użytkowników biznesowych pewność tego, że nikt nie zagląda w ich korespondencję oraz jej nie utrwala w żaden sposób to absolutny fundament funkcjonowania. Jak widać, jednak istnieje możliwość, aby namówić giganta z Mountain View do zmiany zdania. Wystarczy odpowiednia ilość papierków z portretem George’a Washingtona.

Tagi