Najnowsza Diagnoza Społeczna (AD 2015) przynosi garść zaskakujących informacji na temat sytuacji zarobkowej Polaków. Wynika z niej, że nierówności w Polsce spadają, co potwierdza wskaźnik Ginniego. Czy Polska jest dziś faktycznie krajem mniejszych nierówności społecznych, niż w roku 2011?   Czytaj więcej

Czym jest współczynnik Giniego i kto faktycznie zyskał, a kto stracił w ciągu ostatnich 4 lat?

 

 

Indeks, który powstał w 1912 roku i został nazwany od nazwiska włoskiego uczonego Corrado Giniego to dość precyzyjny sposób pomiaru statystycznej dyspersji dóbr materialnych w społeczeństwie, ponieważ nie opiera się o średnie wartości, ale bierze pod uwagę tylko dokładne wartości dochodów i zestawia je ze sobą (w dużym uproszczeniu, ponieważ istnieje wiele sposobów stosowania tego współczynnika w praktyce).

20

Według informacji zebranych przez zespół profesora Janusza Czapińskiego Polacy nigdy nie mieli się lepiej zarobkowo – szczególnie, ci na dole drabiny zawodowej. Uparta polska pogoń za wyższym wykształceniem, oraz płynący stąd wzrost konkurencyjności wśród białych kołnierzyków spowodował spadek wynagrodzeń osób lepiej wykształconych. Najmocniej odczuli to prawnicy, który dochody dosłownie posypały się w dół o około 30 procent! Także kadra zarządzająca mocno odczuła mocny napór nowych kandydatów na ich stanowiska. Tutaj średnie wynagrodzenie spadło o 15 procent. Po kieszeni oberwało się także pracownikom administracyjnym. Z drugiej strony, brak chętnych do kształcenia się w zawodach technicznych oraz manualnych spowodował wzrost wynagrodzeń praktycznie we wszystkich przebadanych zawodach u dołu drabiny wynagrodzeń.

 

Na miejscu jest także poddać krytyce przedstawiony przez zespół Czapińskiego wykaz zawodów, gdzie rozróżniono nauczycieli wszystkich stopni edukacyjnych (to zrozumiałe, wszak badanie przeprowadzali akademicy), a z drugiej strony utworzono tak nic niemówiące kategorie jak „technicy”, gdzie w zestawieniu znaleźli np. elektrycy i elektronicy. Kim że oni są jeśli nie technikami? Do jednej grupy wrzucono także strażaków, policjantów i ochroniarzy. Gdzie ci ostatni ani nie należą do służb mundurowych, ani nie są opłacani z budżetu państwa. Wyróżniono także tak niespotykaną już na rynku pracy grupę jak „kowale i ślusarze”, a także (sic!) aż trzy grupy pracowników zajmujących się finansami. Podzielono także robotników budowlanych na dwie grupy: „robotnicy budowlani” oraz „robotnicy budowlani – wykończenie”, przy czym obie zarabiają praktycznie tyle samo. Niestety ilość absurdów w Diagnozie Społecznej jest duża i wygląda to tak, jakby badanie wymknęło się spod ścisłej metodologicznej kontroli w miarę tego jak wzrasta jego medialna siła.

 

Jak ma się do wyżej zebranych informacji wspomniany na początku indeks Giniego? Według danych zebranych i obliczonych przez zespół opracowujący raport w Polsce nierówności spadają (tzn że indeks jest coraz niższy: w 2011 roku wyniósł 30.8, zaś w 2015 już 28.5). To ewenement w skali światowej, gdzie według danych UNICEFU oraz ONZ średnia wciąż wzrasta i już w 2005 roku osiągnęła bardzo niebezpieczny wskaźnik 0.68.

 

 

Tagi