Jak donosi Dziennik Gazeta Prawna resort finansów wycofuje się z obciążania sklepów internetowych podatkiem obrotowym. Tym samym jasne staje się, że propozycja stworzenia nowego podatku okazała się kompletnie pozbawiona zaplecza merytorycznego.   Czytaj więcej

Ministerstwo Finansów wystraszyło się trudności związanych z pobieraniem podatków od sklepów zagranicznych.

 

 

Wszystko zaczęło się od uwag Ministerstwa Cyfryzacji, które oprotestowało w całości podatek obrotowy, pomimo tego, że może on być skutecznym środkiem pozwalającym rozwijać się w Internecie drobnemu polskiemu kapitałowi. Szczególnie w czasach zamordyzmu cenowego narzucanego przez największe polskie sklepy internetowe połączonego z agresywną ekspansją w każdy zakątek i niszę dotychczas zarezerwowaną dla e-mikroprzedsiębiorstw.

 

Prawdopodobnie jednak nie wykonano takiej analizy, ponieważ cała sprawa rozbiła się o możliwość pobierania podatku od sklepów zagranicznych. Polska musiałaby wypracować zupełnie nowe międzynarodowe standardy w kwestii pobierania takiego podatku, co wymagałoby nie lada gimnastyki na scenie międzynarodowej, a przede wszystkim potężnego zaplecza merytorycznego, aby uzasadnić taką decyzję oraz sprawnie przeprowadzić ją w praktyce.

 

Teraz już wiadomo, że cała propozycja była hasłem stworzonym na potrzeby kampanii wyborczej bez porządnie przeprowadzonej analizy potencjalnych problemów i skutków, jakie wprowadzenie podatku może wywołać. Do tego stopnia, że nie zapytano o zdanie kandydata na przyszłego ministra cyfryzacji. Zaś w obronie tylko polskich sklepów internetowych skutecznie stanęła Izba Gospodarki Elektronicznej.

 

Teraz, gdy nie ma szans na równe potraktowanie wszystkich podmiotów na rynku upadek całej idei jest właściwie pewny. Kolejne elementy sypią się niczym klocki domina. Już teraz wiemy, że ministerstwo zrezygnowało z weekendowych stawek opodatkowania, myśli nad zmianą progu zwolnienia i odpuściło stawki progresywne.

 

Ustawa o podatku obrotowym trafi do kosza – to pewne.

Tagi