Adidas: przesadziliśmy z e-commerce, wracamy do małych sprzedawców

Adidas do tej pory szczycił się swoimi osiągnięciami w e-commerce jednocześnie starając się doścignąć Nike’a, ale wygląda na to, że Niemcy szykują zmianę strategii.

Jeśli nie możesz pokonać wroga za pomocą jego własnej broni, zmień broń. Tak powinno brzmieć nowe powiedzenie zarządu niemieckiego Adidasa, który najwyraźniej szykuje Bliztkrieg amerykanom spod znaku Nike’a. Poza tym, może to być światełko w tunelu dla zmian na rynku detalicznym zdominowanym przez duże sieci handlowe.

Przez ostatnie dekady duże marki inwestowały w masowe sieci detaliczne. Wybuch e-commerce zmienił nieco optykę patrzenia na rynek detaliczny. Internet pokazał, że liczy się także długi ogon, a nowe pokolenia nie chcą produktów masowych – a jedynie masowe, czyli niskie ceny. Jedną z dróg bo obniżania cen było eliminowanie drobnych sprzedawców naziemnych, którzy narzucali wysokie marże, ponieważ ich sprzedaż była znikoma. A najlepszą metodą utrzymania niskiej ceny jest sprzedaż „direct to consumer”, czyli przez stronę samego producenta. Taki model wspiera aktualnie Nike, i tą drogą poszedł Adidas.

Teraz pora na zmiany, jak twierdzi Kasper Rorsted, CEO Adidas, firma chce wspierać drobnych sprzedawców, w tym przede wszystkim 13.000 franczyzobiorców, którzy mają coraz bardziej dość konkurencji ze strony samego Adidasa. Przy czym Niemcom coraz bardziej ucieka amerykański Nike, który w ubiegłym roku „zrobił” 31.5 miliarda euro, co jest wynikiem znakomitym na tle 21.2 miliarda euro Adidasa.

Warto przypomnieć, że jeszcze w kwietniu tego roku informowaliśmy, że Adidas zamyka sklepy i stawia na e-commerce. W czasach, gdy najwięksi giganci e-commerce dwoją się i troją, aby zbudować sieć sklepów naziemnych, Adidas ogłasza, że rozpoczyna zamykanie swoich sklepów, aby skupić się na najważniejszym z nich, czyli stronie www. Już w ubiegłym roku 57 procent obrotów Adidasa przeszło przez macierzysty sklep internetowy, co złożyło się na kwotę 1.6 miliarda euro. A to koniec, gdyż Niemcy chcą więcej niż podwoić te kwotę w ciągu kilku lat, do wartości nawet 4 miliardów euro (już w 2020 roku). Stąd, jak widać teraz – tylko na moment, stracili oni zainteresowanie rozwijaniem swoich naziemnych placówek.

Zostaw odpowiedź