fbpx

Adres e-mail “no-reply” – prosta droga do katastrofy

Ręka w górę, kogo szlag nie trafił po otrzymaniu maila od nadawcy oznaczego “noreply”. Podobnie uważa Michael Linthorst, CEO swojsko brzmiącego przedsiębiorstwa Copernica Marketing Software.

Linthorst wyłożył pięć ważnych argumentów za tym, aby każda szanująca się firma omijała adresy typu no-reply.

Po pierwsze, używanie no-reply może prowadzić do wpisania domeny nadawcy w poczet spamerów. Wiele osób odpisuje na niechciane maile – informując, że nie zamówiło korespondencji. Jeśli nie są w stanie zgłosić tego faktu w prosty sposób najpewniej oznaczą otrzymaną wiadomość jako spam.

 

Po drugie, adresy no-reply tworzy się często w celu ucieczki od informacji zwrotnych np autoresponderów informujących o tym, kto jest na urlopie, a kto już w danej organizacji nie pracuje. Poza tym, dowiemy się także, które adresy w naszej bazie danych są nieaktualne. Wbrew pozorom to cenne informacje – warto je zbierać i wykorzystywać.

 

Po trzecie, nikt nie dodaje do swojej książki adresowej nadawców “no-reply”. To kolejny powód, który osłabia domenę nadawcy w cyfrowych oczach algorytmów antyspamowych. Bardzo często może to także oznaczać, że maile wygenerowane przez zwykłych pracowników nie przebiją się przez wcześniej ustawione zapory spamowe.

 

Po czwarte, w niektórych krajach posiadanie tego typu adresów jest zwyczajnie nielegalne. Możemy spodziewać się, że z czasem coraz więcej krajów na świecie zdecyduje się wprowadzić takie regulacje.

 

Po piąte, korzystanie z adresów no-reply kreuje wizerunek firmy aroganckiej w stosunku do swoich klientów. Tak jednostronna forma komunikacji w czasach social media może być odbierana tylko w jeden właściwy sposób – jako niechęć to wysłuchania krytycznych uwag. Zamieszczając informacje “proszę nie odpowiadać na tę wiadomość” dajecie swoim klientom jasny sygnał, że nie liczycie się z ich głosem.

3 komentarze

  1. Łukasz Wilczkowski 05-10-2014
  2. kilo 06-05-2015
  3. luk 06-07-2018

Zostaw odpowiedź