fbpx

Akcjonariusze, czyli terroryści

Ubiegły tydzień minął pod znakiem wielu tragedii i pozornie mało wartościowej informacji o tym, że Pepsi w końcu udało się wyprzedzić w pewnych aspektach Coca Colę. Chodzi tu o kwartalne wyniki, które wypadły dość blado w wykonaniu koncernu z Atlanty.

W efekcie czego prezes spółki natychmiast zapewnił akcjonariuszy, że „firma koncentruje się na pracy, której efektem ma być powrót na ścieżkę wzrostu, jakiej oczekują” (cytat z Gazety Wyborczej).

 

 

Pozwoliłem sobie zajrzeć do misji firmy Coca Cola i przeżyłem lekki szok. Najpierw spokojnie przeczytałem kilku zdaniową treść misji o tym, że Coca Cola chce „odświeżać świat”, inspirować momenty optymizmu i radości oraz kreować wartości i „robić różnicę”. Trudno tu o spójność, ale nie ma w tych kilku sentencjach niczego dziwnego, co nie przydarzyłoby się innym spółkom.

 

Przechodząc do wizji natknąłem się na dość zdumiewające zdanie, które w oryginale brzmi: „Profit: Maximize long-term return to shareowners while being mindful of our overall responsibilities”. Przypomina mnie się w tym miejscu zdanie, jakie wypowiedział jeden z moich wykładowców, były pracownik zarządu Citi Banku: „jeśli jakiś bank ma zapisane w swojej misji, że ma robić dobrze swoim klientom lub akcjonariuszom wycofajcie z niego czym prędzej swoje pieniądze”.

 

Jak słusznie zauważył, misja przedsiębiorstwa nie polega na tym, aby komuś “robić dobrze”, ale kreować wokół siebie rzeczywistość, ugniatać ją pod swoją wizję, zdobywać, rekonfigurować i (czasami) brać odpowiedzialność za to co się stworzyło, albo inaczej tworzyć odpowiedzialnie. W misji i wizji firmy nie ma miejsca na partykularyzmy, takie jak: „istniejemy po to, aby zarabiać pieniądze”.

 

Jak widać, sytuacja zmienia się i to w sposób całkiem gwałtowny. Relacje akcjonariuszy z zarządami zaczynają przypominać relacje wyborców z politykami: trzeba obiecywać więcej niż można dać, obiecywać nieustannie i podkreślać nadrzędność dobra akcjonariuszy nad celami przedsiębiorstwa. Należałoby w tym miejscu sparafrazować i odwróć słynne słowa Kennedy’ego: nie pytajcie, co możecie zrobić dla firmy, w którą inwestujecie, pytajcie, co firma może zrobić dla was.

 

No właśnie, niegdyś akcjonariuszy częściej nazywano inwestorami. Dzisiaj pojęcie inwestora silnie kojarzy się z ryzykiem, czyli stratą, czyli kosztami. Lepiej być akcjonariuszem i czerpać zyski. Firm jest wiele, stąd nie porównuje się misji oraz sposobów jej realizacji ale stopy zwrotu. Z drugiej strony, nigdy przedtem na świecie nie krążyło tyle kapitału. Ale w dużej mierze jest on inwestowany w pokątne instrumenty finansowe, a nie w żywy biznes.

 

Tego samego problemu co Coca – Cola i inni giganci doświadczył Dell, którego właściciel, Michael Dell musiał podjąć dramatyczną decyzję o wykupie firmy z giełdy. Uzasadnienie było proste: krwiożerczy inwestorzy wbiją w podłogę kurs akcji, gdy dowiedzą się jak długo firma będzie nierentowna i jak kosztowne będą zmiany, aby przetrwała.

 

Terror kapitału nad pracą trwa i zdaje się w końcu ją pożreć.  

Zostaw odpowiedź