fbpx

Brainshake versus Volkswagen Polska – winne są obyczaje, czyli ludzie

Polski światek agencji reklamowych obiegła odważna wypowiedź prezesa Brainshake dotycząca nieprofesjonalnego jego zdaniem podejścia przedsiębiorstw, które rozpisują przetargi dla agencji reklamowych.

Przez media przetoczyła się fala komentarzy – w dużej mierze mniej lub bardziej
obraźliwych, dla którejś ze stron konfliktu. Autorzy co trafniejszych podsumowań
zwracali uwage że problemem nie jest treść, a forma przekazu, jaką zaprezentował
Łukasz Smoliński z Brainshake.


Cała sprawa zaczęła się od rozpisania corocznego przetargu przez polski oddział
Volkswagena na obsługę marketingową marki Porsche. Wśród firm, które weszły do
finału znalazł się rzeczony Brainshake oraz agencja, która dotychczas wspierała
działania Porsche.

 

W finałowej rozgrywce zarządca marki Porsche zdecydował, że przetarg wygrała dotychczasowa agencja reklamowa, co rozwścieczyło właścicieli Brainshake. I tutaj zaczyna się cała historia.

 

Interpretacji takiej sytuacji może być wiele. Jedna z nich, korzystna dla agencji
reklamowych głosi, że właściciele marek rozpisują przetargi w każdym dowolnym celu,
tylko nie tym właściwym: aby postraszyć dotychczasowego kontrahenta, aby wyłudzić
za darmo najlepsze pomysły.

 

Miałoby to być wyrazem wybitnej nierównowagi na rynku – korzystnej dla
narzucających reguły gry właścicieli marek. Co zrozumiałe, do takiej interpretacji
przychylił się właśnie Łukasz Smoliński. Problemem jednak okazał się sposób
przekazania owej interpretacji – jak wyraził się Smoliński, był on “niestandardowy”.

 

Owa niestandardowość polegała na ujawnieniu korespondencji z Volkswagen Polska na
Facebooku. Wraz z pełnymi danymi osobowymi osób zaangażowanych. Z samych rozmów między oboma firmami wynika, że właściciel Brainshake domagał się zwrotu
poniesionych w przetargu kosztów wraz z sugestią, że w innym wypadku upubliczni
całą sprawę. I tak też się stało.

 

A wcale nie musiało tak być. Nie wierzę, że takie postawienie sprawy zmieni
cokolwiek, poza tym, że Brainshake raczej spotka zasłużony ostracyzm ze strony
kolejnych zamawiających – od tak prewencyjnie, agencji w Polsce od zatrzęsienia, a
po co w razie gdy sprawy pójdą źle narazić się na publikację wewnętrznej
korespondencji firmowej.

 

Co innego, gdyby ludzie z Brainshake w pozytywny i kreatywny sposób zużyli swoją
złość np organizując konferencję dotyczącą standardów rozpisywania przetargów w
Polsce. Stworzenie wspólnego frontu w ramach którego wypracowano by pewne minimalne wymagania względem zleceniodawców mogłyby znacząco uzdrowić chorą, zdaniem wielu osób, sytuację na rynku.

 

To, czego potrzeba dzisiejszym trudnym rynkom to dobre standardy relacji między zleceniodawcami a zleceniobiorcami. A dobre standardy jak wiadomo, tworzą się przede wszystkim z dobrych obyczajów, których w polskim biznesie wciąż jak na lekarstwo.

 

Zostaw odpowiedź