fbpx

Brytyjski Asos chce blokować osoby masowo zwracające towary

To co było niegdyś kartą przetargową odwracają ryzyko zakupów w e-commerce dzisiaj, w czasach ostrej konkurencji cenowej, staje się jego kulą u nogi.

W ostatnim roku z rynku modowego popłynęło wiele sygnałów, których przekaz jest klarowny – albo niskie ceny i promocje, albo darmowe zwroty towarów i darmowa wysyłka.  Jednym ze sklepów, który rozważał ograniczenia w tej materii było Zalando, a konkretnie włoski oddział niemieckiego giganta e-commerce. Ponadto, Niemcy wprowadzili przewymiarowane metki, tak aby utrudnić noszenie ubrań na co dzień. Teraz podobnie w temacie wypowiadają się menadżerowie Asosa.

Brytyjski sklep w ostatnich miesiącach zasłynął z tego, że prawie zbankrutował w okresie przedświątecznym. Wtedy to wyraźnie przegrał z konkurencją wojnę cenową, pomimo stosowania bardzo dużych rabatów. Odbiło się to bardzo negatywnie na wynikach finansowych spółki, zaś akcje gwałtowanie zapikowały. Koniec końców Asos wybrnął z sytuacji, ale na wyspach pojawił się chór komentarzy zwracających uwagę, że jeden z największych sklepów w UK może mieć problem z utrzymaniem płynności finansowej.

Asos w dalszym ciągu szuka powodów, dla których otarł się o bankructwo. Wygląda na to, że jednym z nich są koszty związane ze zwrotami ubrań. Władze sklepu chcą walczyć z plagą klientów, którzy zamawiają ubrania, noszą je i zwracają. Zazwyczaj chodzi o drogie ciuchy na specjalne okazje, które potem wiszą latami w szafie nieużywane. Sprzedaż ich jest bardzo trudna, zaś magazynowanie drogie.

W związku Asos rozważa deaktywowanie kont klientów, którzy masowo zwracają produkty i odstają tym samym od średniej najbardziej lojalnych i dochodowych użytkowników sklepu.

Na ten moment Asos rozsyła ostrzegawcze maile do klientów i tłumaczy to ochroną środowiska, co poniekąd jest prawdą. Informuje w nich, że w przypadku podejrzenia „wypożyczania” ubrań, jak już zostało napisane wcześniej, konta klientów będą blokowane.

Zostaw odpowiedź