fbpx

Certyfikat “ZN@K JAKOŚCI”, czyli kup Pan cegłę

Wczorajszej niedzieli otrzymałem interesującą wiadomość od bliżej niezidentyfikowanej firmy, która postanowiła zachęcić zaprzyjaźniony sklep internetowy do współpracy. W jej ramach za skromne 199zł otrzymamy niezwykle cenny certyfikat.

Przynajmniej zdaniem owej firmy, której przedstawiciele nie podpisują się imieniem i nazwiskiem, a jej adres to …skrzynka pocztowa.

Sklepów internetowych w Polsce jest coraz więcej, każdy chciałby się czymś wyróżnić i zdobyć zaufanie klientów. Pierwszą znaną firmą, która sprzedawała i nadal sprzedaje z mniejszymi i większymi sukcesami “zaufanie” jest Rzetelna Firma. W jej przypadku mamy przynajmniej argument w postaci weryfikacji firmy w Krajowym Rejestrze Długów.

 

Aby otrzymać ZN@KU JAKOŚCI wystarczy chronić dane osobowe klientów, posiadać autentyczne dane kontaktowe sklepu, posiadać pisane procedury reklamacyjne oraz koszty dostawy. Czyli absolutne minimum ustawowe, jakie musi spełniać każdy podmiot gospodarczy handlujący w internecie. A co bardziej dociekliwi powiedzą, że to nawet za mało, że istotnych przepisów jest dużo, duo więcej.

 

Trudno powiedzieć jak odbywa się weryfikacja powyższych elementów – w szczególności tego, czy sklep przestrzega przepisów ustawy o ochronie danych osobowych. Dotychczas jedynym uprawnionym do tego organem był GIODO, czyli Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, którego zadania i kompetencję wynikają z ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (t.j. Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926 ze zm.).

 

Co do samego podmiotu, który zachęca w mailu:

“Państwa sklep internetowy został zweryfikowany i zbadany pod kątem certyfikatu “Zn@k jakości”.”

“Sklep internetowy przeszedł pozytywnie weryfikację.”

“W związku z pozytywną weryfikacją sklep został zakwalifikowany do otrzymania certyfikatu “zn@k jakości”.”

“W celu aktywacji proszę o dane do wystawienia faktury.”

 

to po krótkich poszukiwaniach odnalazł się jako prowadzący własny sklep internetowy oraz sprzedaż na Allegro.pl. Co ciekawe, nigdzie na stronie nie ma informacji o nazwie samego podmiotu – obawiam się, że przyznający certyfikat sam by go nie otrzymał.

 

Na myśl od razu przychodzi piosenka Andrzeja Rosiewicza “Chłopcy radarowcy”. Kto zna i pamięta, ten wie, że trzeba uważać na przebierańców, którzy tylko czekają na jelenia.

Zostaw odpowiedź