fbpx

Czy Internet dwóch prędkości będzie generatywny?

Podczas, gdy w UE dyskusja o tzw „Internecie dwóch prędkości” została przecięta decyzjami Parlamentu Europejskiego, który nie zostawił furtki dla stworzenia nowych relacji między operatorami inftrastruktury a dostawcami treści, to w USA awantura o Internet właśnie nabrała tempa.

Korzenie dyskusji sięgają zaś dużo dalej, na przykład do roku 2008 i opiniotwórczej pozycji Jonathana Zittraina „The Future of the Internet and How to Stop It”.

 

Sześć lat temu profesor prawa Harvardu wywołał burzę pisząc, że zamknięte systemy operacyjne wgrane do popularnych konsumenckich urządzeń, takich jak iPhone, PlayStation 3 czy X-BOX de facto zamykają nam drogę do społecznych innowacji technologicznych, tym samym są anty-generatywne.

 

 

Społeczne innowacje technologiczne (generatywność u Zittraina), czyli te których źródłem nie są korporacje często odpowiadają na potrzeby konsumentów, które ze względu na źle pojęty interes korporacyjny nie są zaspokajane. Najmocniejszym wyrazem społecznych innowacji technologicznych jest ruch open-source. Mniejsze, ale niemniej przydatne to chociażby sieci wymiany P2P takie jak BitTorrent.

 

Dla wielu firm zmiany inicjowane przez użytkowników są wręcz solą w oku. Najlepsze przykłady to działania zarówno Sony, producenta PlayStation, jak i Microsoftu, producenta X-BOXa. Obaj producenci potrafili surowo karać wszelkie próby modyfikacji konsol, w przypadku Sony mogło się to zakończyć nawet zdalnym zablokowaniem konsoli.

 

Teraz walka o przyszłość Internetu wchodzi w nową fazę. Nie chodzi już o zamknięte aplikacje, szczególnie te w chmurze, na których działanie nie mamy żadnego wpływu, ale o samą infrastrukturę sieci przesyłu danych. Sporo ostatnio mówi się o tym, że demokracja i kapitalizm poróżniły się na tyle, że historyczne drogi obu idei rozchodzą się na dobre.

 

Propozycja amerykańskiej FCC (Federalna Komisja Łączności), która poddała pod dyskusję, propozycję wprowadzenia ruchu internetowego „premium” to kolejny objaw rozdzielenia demokracji i kapitalizmu. Tim Berners-Lee, który w głównej mierze odpowiada za dzisiejszy standard WWW wielokrotnie krytykował wszelkie kroki, które miałyby prowadzić do jakiejkolwiek formy różnicowania ruchu w sieci. Wskazywał, że złamałoby to demokrację w Internecie skazując mniejsze strony WWW na zepchnięcie do narożnika.

 

Z drugiej strony, giganci tacy jak Google, czy Netflix już ostrzą sobie zęby na możliwość priorytetowego potraktowania ich usług przez dostawców Internetu na całym świecie. Wszak streaming video należy do najbardziej wymagających usług konsumenckich na świecie. Uradowani byliby także sami operatorzy, którzy nijak nie potrafią już zarabiać na sprzedawaniu dostępu do Internetu lub usług telefonicznych. A koszty utrzymania infrastruktury rosną w zastraszającym tempie.

 

Jeśli propozycje FCC znajdą uznanie w szerszych kręgach konsekwencje mogą być niezwykle dotkliwe. Nietrudno wyobrazić sobie sytuacje, w której usługi takie jak BitTorrent lub niezależne strony/fora internetowe będą zdecydowanie trudniejsze do wywołania z powodu przekierowania przepustowości łącz na rzecz dużych, korporacyjnych usługodawców. Dodajmy do tego fakt, że już dziś Google podczas ustalania rankingu stron WWW bardzo dużą wagę przywiązuje do szybkości ładowania strony oraz jej dostępności. W przypadku zróżnicowania tych dwóch elementów, prawdopodobnie zaobserwujemy spadek małych, niezależnych stron WWW w wynikach wyszukiwania Google’a.

 

Prawdopodobnie, najlepszym wyjściem z sytuacji, które pozwoliłoby na zachowanie demokracji bez dzielenia Internetu na lepszy i gorszy byłoby pokrycie kosztów utrzymania infrastruktury przez użytkowników – w sposób proporcjonalny do wykorzystania łącz. A to oznaczałoby podwyżki, przede wszystkim dla najbogatszych i najmożniejszych włodarzy globalnego Internetu, co wydaje się być z kolei nierealne.

 

Kapitalizm nie chce już dłużej ponosić kosztów demokracji.  

 

Zostaw odpowiedź