fbpx

Czy warto zatrudniać znajomych? – kilka własnych doświadczeń

Być może wielu osobom to, co napiszę, wyda się niewłaściwe. Może uznają, że nie mam racji, bo przecież to, co proponuję, jest kompletnie wbrew intuicji. Ale moje doświadczenia w tej kwestii są kompletnie jednoznaczne, a już od lat przekonuję się, że właściwe decyzje w zarządzaniu trzeba często podejmować w zupełnie innym kierunku niż na tzw. „zdrowy rozum” mogłoby się wydawać…

Gdy chcemy zatrudnić pierwszą osobę do sklepu, to bardzo często zupełnie naturalnym wyborem wydaje się poszukać takiej osoby wśród znajomych. Można nawet pomyśleć, że kilka zalet takiego rozwiązania jest zupełnie oczywistych.

Pierwszą z takich zalet jest kwestia zaufania. Komuż bardziej możemy powierzyć współpracę przy naszej firmie (traktowanej szczególnie na początku niczym swoje dziecko) niż komuś, kogo od lat znamy i mu ufamy? Zatrudniając znajomego problem mamy z głowy: jesteśmy głęboko przekonani, że ani nas nie okradnie, ani nic złego nam nie zrobi.

Druga sprawa to – nazwijmy to w uproszczeniu – dobre serce. Jeśli wiemy, że znajomy np. właśnie stracił pracę, albo ma ze znalezieniem pracy trudności od dłuższego czasu, mamy naturalną tendencję, by pomóc tej osobie. Przecież my właśnie szukamy pracownika! Zatem obie strony będą zadowolone: oto piękne wypełnienie zasady win-win.

Trzecia zaleta zatrudnienia znajomego to system wartości. Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że znajomy ma podobny system wartości do nas (inaczej pewnie nie byłby naszym znajomym). A eksperci i „guru” zarządzania często podkreślają, że system wartości to jedna z najważniejszych rzeczy decydujących o tym, jak dana osoba będzie pracować (niektórzy nawet twierdzą, że to rzecz absolutnie najważniejsza).

Czwarta zaleta: tak jest zwyczajnie prościej. Nie musimy szukać, ani prowadzić męczącej rekrutacji. Rozmowa ze znajomym i zachęcenie go, by u nas pracował, zwykle przebiega dużo szybciej i prościej.

Uczciwie trzeba przyznać, że te cztery zalety brzmią dość przekonująco i patrząc tylko od tej strony mogłoby się wydawać, że rzeczywiście zatrudnienie znajomego jest proste i dobre dla firmy. Tak jednak nie jest.

Mało kto bowiem zdaje sobie sprawę z ogromnych wad, które niesie za sobą zatrudnianie znajomych.

Pierwszą ogromną wadą takiego zatrudnienia jest mały wybór spośród znajomych. Ilu mamy takich znajomych, których moglibyśmy zatrudnić? Najczęściej możemy ich policzyć na palcach jednej ręki. A nie miałem jeszcze rekrutacji, na którą zgłosiłoby się mniej niż 30-40 osób. A w czasie jednej z rekrutacji miałem ponad 500 (sic!) chętnych. Jako menedżer i właściciel swojej firmy postrzegam jako swój moralny obowiązek znajdować takie osoby, które będą najlepsze dla mojej firmy. Jestem przekonany, że lepszego wyboru na dane stanowisko można dokonać mając przed sobą kilkudziesięciu czy kilkuset kandydatów niż zaledwie kilku znajomych.

Drugą wadę określiłbym jako brak okresu próbnego. Jeśli proponujesz znajomemu pracę, to najczęściej musisz się liczyć z tym, że gdy on się zgodzi, nie masz łatwej możliwości wycofania się. W przypadku pracowników z zewnątrz zanim podejmę ostateczną decyzję, zawsze proponuję takiej osobie tygodniowy (lub dłuższy zależnie od stanowiska) okres próbny (oczywiście normalnie płatny). Dzięki temu mogę „w warunkach bojowych” przekonać się, jak ta osoba radzi sobie z pracą i czy pasuje do reszty zespołu. W przypadku zatrudnienia znajomego po tygodniu, gdy np. okaże się, że kompletnie nie ma predyspozycji do danej pracy, naprawdę ciężko jest mu powiedzieć, że jednak go nie zatrudnisz. Możesz liczyć się wtedy z tym, że się poważnie obrazi lub nawet zakończy Waszą relację.

Kolejna wada jest z tym powiązana. Nasze emocje bardzo często działają w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić danej osoby, brakuje nam dystansu. Wydaje się fajnym kolegą/koleżanką, może nawet przyjacielem, więc automatycznie wydaje nam się dobrym pracownikiem. Moje własne doświadczenia pokazują, że tak nie jest. Czasem osoby, które autentycznie lubię, okazywały się marnymi pracownikami. Dziś widzę, że to nie była tyle ich wina, co mój błąd przy ocenie ich realnych możliwości. A ocenić tego nie potrafiłem obiektywnie właśnie dlatego, że oceniałem ludzi, których znałem od lat i przymykałem oko na ich wady. Zupełnie inaczej, z dystansem, ocenia się ludzi zupełnie obcych.

Następna wada zatrudniania znajomych to kwestia autorytetu. Mimo że jestem raczej łagodnym szefem, uważam, że pewien dystans w relacji szef-pracownik jest konieczny. Nawet jeśli – tak jak ja – partnersko traktujesz swoich pracowników, to jednak pewna hierarchia i autorytet są konieczne do utrzymania porządku w firmie. A uwierz mi, że każdego szefa może szlag trafić, jeśli na prośbę szefa wobec pracownika, taki pracownik-znajomy odpowiada „a dlaczego ty tego nie zrobisz?”. I zapewniam, że to pytanie nie wynikało z faktu, jakoby prośba była bezsensowna, tylko z czystego lenistwa i niechęci do takiego zadania. Przeżyłem to na własnej skórze i uwierz mi, dla szefa nie jest to łatwe, aby coś takiego usłyszeć i właściwie zareagować. Pracownik, nawet traktowany bardzo po partnersku, ma jednak obowiązek solidnie pracować i wykonywać polecenia służbowe od swojego szefa. A bardzo często w przypadku zatrudniania znajomych ta relacja szef-podwładny jest poważnie zaburzona.

Kolejna ogromna wada zatrudniania znajomych to brak motywacji. Na pierwszy rzut oka może tego nie widać, ale naprawdę dostrzegam przepaść między postawą osób znajomych, które zatrudniałem, a postawą obcych osób, które rekrutowałem z zewnątrz. Mam takie odczucie, że ludzie obcy bardziej się starają. Może wynika to z faktu, że wiedzą, że musieli się napracować, by tę pracę dostać (np. być lepszym od kilkudziesięciu innych kandydatów w trakcie rekrutacji)? Może dlatego bardziej się starają, że nie dostali tej pracy „po znajomości”? A może to dlatego, że wiedzą, że jeśli będą się lenić, to zwyczajnie mogą pracę stracić? Wiele osób zatrudnionych przez swoich znajomych ma natomiast poczucie: „przecież to kolega i mnie nie zwolni”. Mam zatem generalnie wrażenie, że osoby z zewnętrznej rekrutacji są lepiej zmotywowane do pracy.

Następną bardzo poważną wadą jest zaburzenie relacji osobistych z powodu problemów w pracy. Przyznam szczerze, że ja generalnie nie mam problemu z oddzieleniem relacji biznesowych od prywatnych. Mogę z kimś się ostro posprzeczać o sprawy biznesowe, a chwilę później iść razem na piwo. Ale niewiele poznałem osób, które tak do tego podchodzą. A w pracy bywa różnie. Zdarza się, że pracownik popełni błąd, zawini i jako szef zwrócisz mu na to uwagę (co często, jeśli jest to osoba znajoma, kończy się wybuchem emocji). Taka osoba najczęściej ten konflikt w pracy będzie też przenosić na relacje poza pracą, więc o wspólnym piwie czy obejrzeniu meczu tego dnia możesz zapomnieć.

Ostatnią, siódmą wadą zatrudniania znajomych, jaką tu wymienię, jest kwestia zwolnienia z pracy. W firmie sprawy układają się różnie. Może się zdarzyć, że mimo najlepszych chęci i dobrej woli z Twojej strony staniesz w sytuacji, gdy będziesz miał wyjątkowo trudny wybór: zwolnić kogoś z pracy albo doprowadzić firmę do bankructwa. Stałem przed takim wyborem i uwierz mi, że niewiele w życiu decyzji można uznać za tak ciężkie. A sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli będzie to osoba, którą znasz od lat i była Twoim znajomym jeszcze zanim stała się pracownikiem. W 90% przypadków – mówię to zarówno z doświadczenia własnego, rozmów ze znajomymi pracodawcami, jak i lektury wielu biografii innych przedsiębiorców – po zwolnieniu takiej osoby stracisz także znajomego lub przyjaciela. Wasza relacja się zwyczajnie zakończy, bo ta osoba będzie do Ciebie czuła tak wiele żalu (nawet jeśli jest kompletnie nieuzasadniony, bo naprawdę nie miałeś wyboru), że nie będzie chciała Cię więcej znać.

Gdy tworzyłem swoją księgarnię, na początku zatrudniałem wyłącznie znajomych. Robiłem tak dlatego, że wydawało mi się oczywiste, że tak powinno się robić. Swój błąd zrozumiałem dopiero z czasem, gdy zatrudniłem pierwszą osobę zupełnie z zewnątrz. Od tamtej pory mam żelazną zasadę: nigdy nie zatrudniaj znajomych. I Tobie też trzymanie się tej zasady polecam.

A najlepszym wyznacznikiem tego, ile błędów musiałem popełnić, by się tego nauczyć, niech będzie fakt, że z tych znajomych, których zatrudniałem na początku, nikt (poza moją żoną) nie jest już moim pracownikiem, a absolutna większość z nich nie jest też już moimi znajomymi. Relacje rozpadły się, gdy nie byli w stanie znieść konieczności ich zwolnienia, która często wynikała z czynników zewnętrznych. Dziś mam znakomity zespół, ale budowany wyłącznie na ludziach z zewnętrznych rekrutacji.

7 komentarzy

  1. Mateusz 08-05-2012
  2. Lukasz 08-05-2012
  3. Piotr M. 08-05-2012
  4. Marek 18-05-2012
    • Paweł Królak 21-05-2012
  5. Krzysztof 27-05-2012
  6. Jacek 20-04-2013

Zostaw odpowiedź