fbpx

DGP: jak złowić łowcę promocji

Weekendowy Dziennik Gazeta Prawna nie zawodzi i jak zwykle przynosi kilka interesujących artykułów. W tym jeden o nowym “gatunku” klientów, czyli łowcach promocji.

Niegdyś wyklinani, dzisiaj doceniani, a czasami nawet pożądani.

Pojęcie “łowcy promocji” zaproponowane przez Tomasza Żółciaka z DGP jest zakrojone zdecydowanie zbyt szeroko: mieszczą się tu zarówno użytkownicy smartfonów generujący ROPO, konsekwentni poszukiwacze najniższych cen w sieci oraz pasjonaci, dla których promocje to sposób na życie lub spędzanie wolnego czasu (dobry przykład to Piotr Mikusek, który legalnie wyniósł z Media Markt ćwierć miliona złotych w towarze).

 

W tekście wspomina się także, że łowcami promocji są osoby, które okazyjnie poszukują ofert z bonifikatą. Takie zdanie wyraża Ireneusz Jabłoński z Centrum Adama Smitha, co dodatkowo rozmazuje obraz.

 

Trudno właściwie odnaleźć dziś klientów, którzy nie poszukują w jakiś sposób możliwości zakupu promocyjnego – czy to w sklepie stacjonarnym podczas codziennych zakupów, czy to w internecie podczas nabywania dóbr o wyższej wartości. Takie postawienie tematu uniemożliwia celne opisanie kim właściwie jest łowca promocji.

 

Aby postawić sprawę z głowy z powrotem na nogi wystarczy przeanalizować kilka wypowiedzi typowych łowców okazji. Jak na dłoni widać, że fundamentalnym pytaniem jakie zadaje sobie łowca okazji jest: „za ile” i „o ile taniej”.

 

Podczas gdy okazyjny poszukiwacz ofert promocyjnych, którym może być każdy przeciętny konsument rozpoczyna od zasadniczego pytania: „co chcę kupić i za ile”. Dopiero po zawężeniu przedmiotu zainteresowania do określonych produktów lub usług rozpoczyna poszukiwanie ofert promocyjnych w myśl „sprawdzę ile uda mi się oszczędzić”.

 

Stąd trzeba podkreślić że mamy do czynienia z dwoma totalnie odmiennymi strategiami zakupowymi. Ich statystyczny efekt naturalnie może być zbliżony, gdyż wyrażać się będzie w ilości sprzedanych produktów lub usług objętych bonifikatą. Jednak sam zakup wynika z kompletnie innej motywacji, oraz przebiega w sposób zasadniczo odmienny.

 

Jeśli odsiejemy z tekstu część zbyt pochopnie postawionych wniosków o klientach, którzy sporadycznie poszukują lepszych cen oraz tych, którzy korzystają z mobilnych porównywarek cen w sklepach stacjonarnych łatwo wyłowimy profil klienta “łowcy promocji”.

 

Typowy łowca to osoba wybitnie nielojalna wobec marki, sklepu, a nawet wobec siebie – w tym miejscu polecam refleksji przykład studentki, która w pierwszej kolejności kupuje najtańszy dostępny bilet, następnie zaś dowiaduje się gdzie i czym leci. Nie jest to bynajmniej zarzut, a jedynie konstatacja pewnego stanu rzeczy.

 

Czy rynek znajduje odpowiedź dla tego typu klientów? Tak, ale nie do końca. Na opisanym zjawisku zyskują przede wszystkim serwisy zajmujące się pośrednictwem i akumulowaniem ofert z różnorodnych miejsc: sklepów internetowych, stacjonarnych, zakupów grupowych etc.

 

Niestety, ani dziennikarz DGP, ani eksperci zabierający głos w tekście nie odpowiadają na pytanie jaką przyjąć strategię powinien przyjąć np. typowy sklep stacjonarny lub internetowy wobec coraz większej ilości tego typu niezwykle trudnych klientów.

 

Być może, brutalnie rzecz ujmując, tego typu klient najzwyczajniej w świecie nie zasługuje na żadną dedykowaną strategię.

 

Cały artykuł dostępny jest pod poniższym adresem:

http://forsal.pl/artykuly/695226,lowcy_promocji_oszczedzaja_i_zmieniaja_rynek.html

Zostaw odpowiedź