fbpx

Dropshipping z Chin: nieświadomy konsument może stać się importerem

Temat nieświadomego dropshippingu z Chin urasta w polskim e-commerce do coraz większego problemu.

W tym tygodniu wspominaliśmy już o firmach, które stosują model dropshippingu z Chin twierdząc, że są tylko pośrednikami i pobierają swoją opłatę, za świadczenie pośrednictwa. Do tego wystawiają faktury VAT marża, aby nie płacić podatków i nie biorą odpowiedzialności za ściągany, rzekomo w imieniu klienta, towar. Problem ten zauważyło Europejskie Centrum Konsumenckie, które prowadzi kampanię nagłaśniającą tę niekorzystną dla konsumentów sytuację w mediach.

Poza sytuacją, w której konsument bardzo długo oczekuje na produkt, a sprzedający wcielający się w rolę pośrednika nie bierze zań odpowiedzialności, kupujący może spotkać się z bolesnymi sankcjami karnymi za nieopłacenie podatku i cła, lub może zostać zmuszony do ich opłacenia. A to z kolei sprawia, że cała operacja nieświadomego importu z Azji zazwyczaj przestaje się opłacać.

Wśród zapisów w regulaminach i aukcjach internetowych ECK wyróżniło szczególnie rażące:

  • „Kupujący jest importerem […]”
  • „[…] sprzedawca towaru z Azji.”
  • „[…] wysyłka w 24 h.”
  • „Klient jako importer towaru uiszczenia opłaty celno-skarbowe”
  • “Usługodawca nabywa Towar w imieniu Klienta od Wykonawcy.”*
  • “Towar należy odesłać do dostawcy […]”
  • „[…] nasz magazyn znajduje się na terenie Singapuru.”
  • “Sklep jest platformą sprzedażową kojarzącą kupującego

i dostawcę.”

  • „Przesyłka zostanie dostarczona do 70 dni.”**
  • „[…] z przyczyn niezależnych od sprzedawcy, czas ten może wydłużyć się nawet do 40 dni roboczych.”**

* podmiot prowadzący stronę internetową często określa się jako “usługodawca” a nie “sprzedawca”

** przepisy UE jasno wskazują, że konsument powinien otrzymać towar w ciągu 30 dni. Wszelkie wydłużenia tego terminu są kolejną wskazówką, że towar najprawdopodobniej pochodzi z Azji.

 

 Przykładowa sprawa

Konsument zakupił telefon w sklepie internetowym prowadzonym w języku polskim za kwotę ponad 1300 PLN. Został poinformowany, że telefon ma zostać przysłany z Chin, więc czas oczekiwania może trwać około miesiąca. Paczka z towarem z Chin via Holandia dotarła na jego adres. Po jej otwarciu okazało się, że w środku znajduje się zupełnie inny model telefonu niż zamówiony.

 

Konsument chciał skontaktować się ze sklepem. Próbował zadzwonić wielokrotnie pod numer widniejący na stronie, ale bezskutecznie. Dostał jednak odpowiedź mailem, która nie wskazywała, że sklep chce rozwiązać jego problem. Zdecydował się więc skorzystać z prawa do zwrotu. Otrzymał potwierdzenie, że odstąpienie od umowy  zostało przyjęte, ale nie dostał adresu, na który mógłby odesłać telefon. Bez możliwości odesłania towaru, nie mógł liczyć na zwrot pieniędzy. Pisał do sklepu, tym razem jego wiadomości pozostawały bez odpowiedzi.

Konsument spostrzegł, że sklep jest zarejestrowany na terenie Wielkiej Brytanii i zgłosił się po pomoc do Europejskiego Centrum Konsumenckiego. Przedsiębiorca, który okazał się jedynie pośrednikiem w umowie sprzedaży, odmówił udziału w pozasądowym rozwiązaniu.

Zostaw odpowiedź