fbpx

E-sklep Lidla? Nie, raczej internetowy eksperyment Lidla

Polski e-commerce jest z roku na rok coraz trudniejszy, a dowodem na to jest strategia e-rozwoju niemieckiego Lidla.

Wielu komentatorów wyrażało zdziwienie dlaczego żaden z dwóch największych w Polsce dyskontów nie zdecydował się jeszcze na stworzenie sklepu internetowego. Chodzi tu o Biedronkę i Lidla. No i mamy wielką zmianę – Lidl jest już w Internecie i z pewnością nie jest to obecność jakiej wielu by oczekiwało, ale gdy przemyśleć to na spokojnie, to wszystko się zgadza. Klient jest dyskontowy, biznes jest dyskontowy, więc i wejście do Internetu powinno być budżetowe. I bez dwóch zdań jest.

Management Lidla postawił na growth hacking, zamiast potężną ogólnopolską kampanię informacyjną o odpowiednim ciężarze budżetowym. Wykorzystano aplikację Lidl Plus, która od razu przyciągnęła już milion użytkowników i zapewne ten rok zamknie z 2 – 3 milionami pobrań na koncie. Siłą rzeczy, aplikacja będzie konwertować swoich użytkowników na klientów sklepu, a przynajmniej użytkowników, tak jak newsletter Lidla konwertuje klientów na użytkowników aplikacji. Wygląda na to, że Lidl znalazł koło zamachowe swojego e-biznesu. Ale teraz następuje najtrudniejsza część.

Od Lidla oczekujemy możliwości kupowania produktów spożywczych, których jak wiadomo w e-Lidlu zwyczajnie nie ma. W tym momencie Niemcy oferują produkty w kategoriach: moda, warsztat i auto, dziecko, dom, kuchnia, sport i wypoczynek, zdrowie i uroda oraz ogród. Jak twierdzą inne media, liczba produktów nie przekracza 1000, co jest dość skromną wartością.

Na szczęście zadbano o płatności i logistykę. Sklep umożliwia wszystkie popularne formy płatności, darmową dostawę od 149zł, ale na dostawy monopol zyskał InPost. Nie ma możliwości wyboru innej firmy kurierskiej, a także Paczkomatów.

Jakie kolejne kroki wykona Lidl? Najmądrzejszym byłaby możliwość zamawiania towaru przez stronę i odbiór osobisty w sklepie. Wydaje się, że jest to najlepsza i najbardziej naturalna forma e-commerce w spożywcę. Ale niesie ona za sobą bardzo duży problem – koszty. Ktoś musiałby te zakupy zbierać z półek i pakować. A to znacząco zwiększa koszty i godzi w serce idei dyskontu – sklepu, w którym klient dostaje produkty tanio w zamian za to, że sam się napracuje.

Zostaw odpowiedź