fbpx

Globalne zidiocenie smartfonowe

Ubiegły tydzień przyniósł prezentację nowych modeli telefonów Apple. Dla osób szczerze niezainteresowanych tym, z czego jest obudowa kolejnego iPhone’a oraz ile będzie miał gigabajtów pamięci to trudny do przeżycia okres.

Pasuje tu puenta ze starego dowcipu o czasach stalinizmu w Rosji radzieckiej, z której to rzekomo amerykański szpieg wysłał następującą depeszę: włączam radio – Stalin, otwieram gazetę – Stalin, wychodzę na ulicę – Stalin. Boję się otworzyć lodówkę.

 

Każda kolejna premiera iPhone’a przywodzi mi na myśl ową puentę, “że strach lodówkę otworzyć”. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to domena polskich mediów aby powtarzać po sobie te same wiadomości w myśl zasady, skoro oni piszą, to ktoś musi to czytać, więc i my musimy napisać.

 

Ale to nie prawda. Amerykańskie media równie mocno żyją kolejną “rewolucją” w Apple, i nieważne, czy mówimy tu o szacownych New York Times, Washington Post, czy też o gadżeciarskich TechCrunch lub Wired.

 

I nie mam tu na myśli bynajmniej rozsądnej wielkości wzmianek w specjalnych działach poświęconych smartfonom czy też nowym technologiom – telefony Apple długo okupowały główne strony najlepszych amerykańskich dzienników i magazynów.

 

Praktycznie każdy postawił sobie za punkt honoru zrobienie z premiery telefonu najważniejszego tematu tygodnia. Trudno w tym miejscu nie powiedzieć, że bezkrytyczna tępota nawet najtęższych intelektualnie dziennikarskich głów i trwanie w przekonaniu, iż nowy wypust telefonu to temat godny okładki, jest naprawdę porażająca.

Każdy mniej lub bardziej szanujący się redaktor naczelny nie odsapnął w spokoju dopóki jego tytuł nie zwymiotował na okładce nowym iPhonem. Być może to słowa za ostre, ale zasłużone.

 

Nowy smartfon od Apple to żadna rewolucja, co bardziej sceptyczni obserwatorzy mówią, że trudno mówić nawet o znaczącej ewolucji. Pomimo to, zachwyt nad nowym starym wynalazkiem trwa, jakbyśmy mieli do czynienia z co najmniej wynalezieniem silnika parowego. Przełom roku 2000 nazywany był okresem bańki internetowej, w drugiej połowie dekady mówiono o nadymaniu bańki mediów społecznościowych.

 

Przychodzi najwyższa pora aby zadrzeć do góry głowę i ujrzeć pękający w szwach balon z napisem Apple. Ponieważ łomot przy wybuchu może być doprawdy potężny.

Zostaw odpowiedź