fbpx

Hebe rusza ze sklepem internetowym – Biedronka następna? Jeszcze długo nie

Jak donoszą polskie portale zajmujące się rynkiem kosmetyków (wiadomoscikosmetyczne.pl), Jeronimo Martins finalizuje wejście Hebe do Internetu.

Sklep internetowy jednej z większych drogerii w Polsce miałby ruszyć już w ciągu miesiąca. A to oznacza, że mamy do czynienia z kontrolowanym przeciekiem. I tak cała sprawa wyszła na jaw późno, ponieważ już w styczniu dostawcy produktów do drogerii zostali zobowiązani do dostarczenia kompletu informacji niezbędnych w przypadku handlu internetowego.

Tym samym Hebe dołączy do Rosssmanna, Douglasa, Natury i Sephory. Jest to dość późny termin, szczególnie biorąc pod uwagę jaką popularnością cieszy się smartfonowa aplikacja Rossmana. Nie oznacza to, że Jeronimo Martins stoi na straconej pozycji – rozwój sklepów Biedronka jest tego najlepszym przykładem.

Z drugiej strony, e-commerce w dalszym ciągu nie stanowi znaczącego segmentu całego rynku kosmetyków. Z 19 miliardów obrotów mniej niż miliard transferowany jest przez sklepy internetowe.

Jak twierdzi portal wiadomoscikosmetyczne.pl:

„Za nadzór nad internetowym projektem sieci Hebe odpowiedzialny jest Francisco de Almeida. Od siedmiu miesięcy pracuje on w JMDiF jako dyrektor ds. e-commerce. Poprzednio, przez trzy lata, był dyrektorem ds. rozwoju biznesu, a jeszcze wcześniej odpowiadał za strategię firmy.”

Naturalnie, przy tej okazji odezwały się po raz kolejny głosy o tym, że po Hebe kolej na Biedronkę ale trzeba wyraźnie podkreślić, że nie ma żadnych faktów świadczących za tą hipotezą. Biorąc pod uwagę zaciętą konkurencję na rynku oraz fakt, że Polacy wcale nie są skłonni do kupowania żywności przez Internet nie ma co oczekiwać, że Jeronimo Martins zdecyduje się na budowę nie tylko sklepu internetowego, ale olbrzymiej i kosztownej infrastruktury do jego obsługi.

Biedronka bazuje na efekcie skali, którego jak na razie nie ma w polskim e-commerce. A jednocześnie radzi sobie na tyle dobrze, że nie ma powodów aby być zainteresowana wywoływaniem rewolucji i walczeniem z dotychczasowymi zwyczajami zakupowymi Polaków.

Zostaw odpowiedź