fbpx

Historia Groupona – fatalne zauroczenie? (część II)

Historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać. Kiedy wydawało się, że krach dotcomów z przełomu XX i XXI wieku to już odległy, prehistoryczny wręcz epizod w historii Internetu, okazało się, że jest to lekcja, którą trzeba będzie odrobić powtórnie przy okazji Groupona.

Po giełdowym debiucie serwisu, sprawy przybrały zdecydowanie negatywny obrót. Z prymusa, Groupon stał się nagle chłopcem do bicia…

Zjazd w dół

W rok po debiucie na Wall Street, zamiast zysków, których z wypiekami na twarzy oczekiwali światowi inwestorzy, twór Andrew Masona nadal generował straty. Kiedy serwis ujawnił swoje wyniki na początku listopada 2012 r., okazało się, że strata sięga 3 mln dolarów. Mimo sporej straty netto, firma mogła pochwalić się imponującym wzrostem zysku operacyjnego, z 200 tys. $ w chwili giełdowego debiutu do 25,4 mln $.

27 lutego 2013 roku serwis opublikował wyniki za IV kwartał 2012 r. Tak jak poprzednie, okazały się one mocno rozczarowujące – pomimo wzrostu przychodów o 30 proc., do 638 mln$, strata netto wyniosła 81,1 mln dol. Reakcją Wall Street na ujawnienie tych danych był spadek cen akcji o… 24 proc. Tego akcjonariuszom lidera zakupów grupowych było już zbyt wiele.

groupon

28 listopada 2013, e-mail przesłany przez Masona do pracowników Groupona, nie pozostawiał cienia wątpliwości, co do oceny jego pracy przez akcjonariuszy:

Po czterech fantastycznych latach ciężkiej pracy zdecydowałem się spędzać więcej czasu ze swoją rodziną… Nie, no, żartowałem. Wylali mnie. A jeśli nie wiecie dlaczego, to słabo śledziliście rozwój wydarzeń.

Światełko w tunelu

Mimo tego, że minione 3 lata nie były dla spółki szczęśliwym okresem, to ostatnie wiadomości dotyczące światowego lidera zakupów grupowych, wydają się być jednak dla niego nieco bardziej optymistyczne. W II kwartale 2013 r. Gruponowi udało się poprawić wyniki finansowe i zwiększyć liczbę klientów (więcej w tym miejscu).

Zostaw odpowiedź