fbpx

Ile powinien zarabiać prezes?

To pytanie powraca jak bumerang przy okazji różnych dyskusji, ale ostatnio nabiera dodatkowej mocy za sprawą narastającej w globalnych mediach dyskusji o narastających nierównościach społecznych.

W ubiegłym tygodniu pojawiło się kilka interesujących artykułów na ten temat w Gazecie
Wyborczej oraz Dzienniku Gazecie Prawnej.

 

DGP zamieścił przedruk artykułu Petera Turchina dla Bloomberga, w którym to autor tłumaczy, że większość problemów współczesnego świata i świata w ogóle bierze się z nadprodukcji elit. Dlaczego?

 

Otóż kiedy społeczeństwo produkuje zbyt wiele osobników aspirujących do elity polityczno- gospodarczej nie starczy miejsca dla wszystkich – a to grozi rozłamem, a nawet wojną domową. Jak twierdzi Turchin, wojna secesyjna w USA wybuchła właśnie z powodu zbyt licznej klasy politycznej, której przedstawiciele rozpoczęli wojnę na noże o najwyższe w państwie stanowiska.

 

Co prowadzi do nadprodukcji elit? Z pewnością sprzyjające warunki ze strony państwa np niskie podatki dla najlepiej zarabiających, liczne ulgi, oraz przymykanie oka na ucieczkę z krajowego systemu podatkowego na rzecz tzw rajów podatkowych.

 

Z drugiej strony ferment społeczny wywołuje brak rosnących w odpowiednim tempie wynagrodzeń dla pozostałych 99 lub 98% społeczeństwa. Wiadomo – śmietankę spija pozostałe 1-2%. W takim momencie historycznym zdaniem Turchina jesteśmy – grozi nam krach gospodarczy lub rewolucja społeczna.

 

W kanon tego światopoglądu wpisują się ostatnie wydarzenia w Szwajcarii, kraju ludzi bogatych i niezwykle bogatych. Jak donosi Gazeta Wyborcza, lewicowe ugrupowanie o wiele mówiącej nazwie Młodzi Socjaliści zebrało 100 tysięcy podpisów pod inicjatywą 1:12, której celem jest ograniczenie miesięcznego wynagrodzenia pracowników najwyższego szczebla. Jak wskazuje sama nazwa 1:12 – miesięczne wynagrodzenie typowego prezesa nie mogłoby przekraczać rocznego średniego wynagrodzenia w Szwajcarii.

 

Odmienne zdanie zaprezentował na łamach DGP Richard Epstein, guru myśli libertariańskiej. W wywiadzie dla Rafała Wosia zwrócił uwagę, że każda interwencja państwa może spowodować nawet podwójny koszt. Pierwszy to wynagrodzenia dla administracji za podjęcie interwencji, drugi zaś to możliwa cena za błędnie przeprowadzoną interwencję.

 

Do grona interwencji obarczonych wysokim ryzykiem zalicza Epstein manipulowanie przy wolnym rynku wynagrodzeń. Jego zdaniem

“zróżnicowanie dochodów to najlepsza na świecie zachęta do wytwarzania dodatkowego kapitału i innowacji”.

Wszak miliarderzy tacy jak Gates czy Jobs wznosząc się na wyżyny pociągnęli za sobą dziesiątki tysięcy innych osób.

 

Według Espteina wyższe podatki dla najbogatszych od razu osłabiają efekt produkcji oraz
innowacji i niewiele pomagają wzbogacić się najuboższym. Jako przykład podaje stan Illinois, który postanowił zlikwidować podatek liniowy i wzmocnić transfery socjalne. Efekt? Groźby ucieczki do mniej obciążających podatkowo stanów ze strony biznesu. Co z kolei doprowadziło do wyłomów w systemie podatkowym w postaci ulg dla przedsiębiorstw. A to zmusiło władze stanowe do podniesienia podatków wszystkim mieszkańcom.

 

Takie są argumenty obu stron. Z pewnością wiemy, że do grona faktów możemy zaliczyć zjawiska takie jak:

– rosnące globalne bezrobocie wśród osób poniżej 25 roku życia

– globalny wzrost wydajności produkcji przy minimalnym wzroście wynagrodzeń (lub braku wzrostu)

– globalny wzrost wydajności produkcji przy braku wzrostu zatrudnienia (lub minimalnym wzroście)

– rosnące rozwarstwienie wynagrodzeń w największej gospodarce świata, za Rafałem Wosiem z DGP:

“Dwa lata temu Kongres USA alarmował, że pomiędzy 1979 r. a 2007 r. dochody najbogatszych Amerykanów wzrosły o 275 proc. W tym samym czasie najbiedniejsze 20 proc. społeczeństwa wzbogaciło się tylko o 18 proc”

 

– powiększające się w niespotykanym w historii świata tempie grono osób zakwalifikowanych do milionerów lub miliarderów.

 

 

Walka o interpretację trwa.

 

 

Zostaw odpowiedź