fbpx

Import z Chin – wywiad z Michałem Łebkowskim

Założyciel BigChina.pl – pierwszego i największego w Polsce serwisu o handlu z Chinami. Współwłaściciel BigChina Sp. z o.o. – agencji pośrednictwa w imporcie z Chin. Właściciel agencji interaktywnej Centrum Nowej Technologii. Autor książek i artykułów o zagadnieniach związanych z importem z Chin, a także e-marketingiem.

Krzysztof Rdzeń: Powszechnie mówi się, że import towarów z Chin to sposób na dochodowy biznes w Polsce. Czy współpraca z Państwem Środka rzeczywiście gwarantuje zyski?

Michał Łebkowski: Import z Chin nie gwarantuje zysku, tak jak żadna inna forma biznesu nie daje takiej gwarancji. Powiedziałbym nawet, że ten stereotyp działa na niekorzyść powodzenia biznesu, ponieważ w przypadku handlu z Chinami rozwaga i znajomość specyfiki importu z Chin jest niezwykle ważna. Przegrać jest bardzo łatwo. Niemniej jednak sprowadzanie towarów z Państwa Środka może być dochodowym biznesem. By tak się stało, trzeba dysponować albo dobrym pomysłem, albo sporą ilością gotówki. Trzeba też śledzić kurs dolara, światowe rynki surowców i być zaznajomionym z przepisami w zakresie wprowadzania danego towaru na rynek UE. Oczywiście wszystko to może okazać się niewystarczające, gdy trafimy na nierzetelną fabrykę. Dlatego znalezienie odpowiedniego kontrahenta jest kluczowe.

K.R.: Jak znaleźć rzetelnego kontrahenta w Chinach? Jakie są możliwości i koszty takiego przedsięwzięcia?
M.Ł.: Zasadniczo można go znaleźć na trzy sposoby. Za pomocą Internetu przez popularne serwisy b2b, jak największy na świecie alibaba.com, czy polski BigChina.pl. Na targach – w Chinach, ale również i coraz częściej w Polsce. Choćby na wrześniowym China Expo Poland. Można też zlecić wyszukanie producentów agencjom pośredniczącym. Czołowe agencje w Polsce, jak np. BigChina mają wiele kontaktów i doświadczenie. Co z kolei sprawia, że dużo łatwiej wyszukać pewniejszego kontrahenta. Koszt zaczyna się od tysiąca złotych netto. BigChina może też sprawdzić kontrahenta, którego samemu się znalazło – przez Internet, czy na targach. Formy sprawdzeń są różne. Od ustalenia, czy firma faktycznie działa, po wizytę na miejscu w fabryce i sprawdzenie, czego sobie tylko klient życzy. Tutaj ceny wahają się od czterystu do tysiąca złotych netto.

 

K.R.: Co jest lepszą strategią dla średniej wielkości przedsiębiorcy – tani import towarów istniejących już na polskim rynku czy może budowanie własnej marki od podstaw?
M.Ł.: Jeśli wielcy gracze, dynamicznie zdobywają rynek danego produktu, albo
w ogóle gdy karty zostały już rozdane, to bez porównywalnego do ich portfela, nie ma sensu na ten rynek wchodzić. Natomiast ci sami wielcy gracze wolniej reagują na zmiany
i z większym trudem dostrzegą niszę, niż mniejsze firmy, czy fascynaci, którzy mają pomysł i zapał do projektu. Dlatego jeśli jest szansa wejścia na rynek z danym produktem, trzeba mieć pomysł na jego marketing i działać najszybciej jak się da. Okres między wprowadzeniem towaru na rynek, a momentem gdy zrobi to większa konkurencja, to okres, w którym trzeba zbudować świadomość marki. Zakładanie, że import
z Chin zrobi się po to, by konkurować wyłącznie ceną jest wg mnie błędne. Po pierwsze,
zawsze – w jakiejś perspektywie czasowej – znajdzie się firma z większym portfelem, a po drugie koszty produkcji w Chinach rosną i ten trend się nie zmieni. Sensowność nastawiania się na politykę najniższej ceny jest tylko wtedy, gdy z góry zakładamy, że chcemy coś importować przez pół roku, nabić kieszenie i zamknąć interes. Osobiście, jako konsument nie życzę sobie takich praktyk, bo kto potem będzie realizował zobowiązania gwarancyjne dla zaimportowanych towarów?

 

K.R.: Co najlepiej produkować w Chinach? Jakiego rodzaju produkty pozwalają uzyskać zadowalające marże?

wywiad pochodzi z dziewiątego numeru Mensis.pl – całość materiału dostępna poniżej:

 

Czytaj online Mensis.pl numer 9

 

Zostaw odpowiedź