fbpx

Jaki kraj, takie przetargi i taka poczta

Taki wniosek nasuwa się po ostatnich perturbacjach w ramach przetargu na korespondencję polskich sądów. Z jednej strony krętactwa urzędników i wyroki sądów, które je prostują. Z drugiej krwiożerczy InPost który zmusza pracowników do podpisywania weksli.

Z trzeciej Poczta Polska, której zapisy o tym, że cena jest najważniejsza ewidentnie podkopują grunt pod nogami (filarami).

 

 

Trzyletnia umowa na doręczanie pism sądowych to sprawa, która w znakomitym przekroju pokazuje problemy naszego pięknego kraju. Problemem numer jeden jest umiejętność zarządzania stykiem prywatnego i publicznego. Z jednej strony przerażająco brzmi postulat PGP o tym, żeby wykreślić wymóg zatrudniania ludzi na etatach, z drugiej – batalia sądowa, jaką InPost stoczył już w sądach wszystkich instancji udowadniając, że wygrał przetarg, gotuje krew w żyłach najspokojniejszych przedsiębiorców.

 

W ostatnim miesiącu przez media przetoczyła się salwa wypowiedzi prezesa Brzóski, któremu najwyraźniej włączyła się nieśmiertelność: z jednej ostro zaatakował wszystkich odpowiedzialnych za przetargi co nie dziwi; z drugiej strony bez pyknięcia brewką oznajmił publicznie, że umowa cywilnoprawna nie różni się niczym od umowy o pracę. Jeśli wydaje mu się, że to faktycznie prawda, to nie powinien czynić pracownikom problemów z zamianą umów: tych pierwszych na te drugie. Przy okazji warto podrzeć weksle, bo ich używanie jest zwyczajnie haniebne – przerzucanie ryzyka na „pracowników” dodatkowo już odartych z prawa do urlopów i emerytury kojarzą się metodami rodem z XIX wiecznych amerykańskich plantacji bawełny.

 

W tle tego wszystkiego stoi autorytet najjaśniejszej Rzeczpospolitej, której sądy powinny świecić przykładem nie tylko praworządności, ale także odpowiedzialności społecznej oraz stosownej powagi. Dlatego wiele lat temu listonosze nosili mundury nawiązując do lat świetności pocztowców, kiedy to pełnili służbę wojskową. Dzisiaj człowiek jest tylko automatem w wielkiej machinie kontrolowanej przez czujniki, skanery i systemy. Nie musi się nawet zdobywać na wewnętrzną etykę pracy, gdyż system sam oceni skuteczność jego pracy i szybko wskaże błędy. Przynajmniej w teorii.

 

Mamy tu więc do czynienia ze zderzeniem dwóch logik: InPost, który wierzy, że wszystko można przeliczyć, zmierzyć i rozdzielić (w myśl słynnego aramejskiego napisu na ścianie pałacu króla babilońskiego Baltazara: Mane, telel, fares), zaś pracę ludzi zrobotyzować – a kto się temu nie podda, temu pomachają wekslem przed nosem; oraz Poczty Polskiej, która wierzy (lub otrzymała w spadku tradycję wiary)w etykę pracy ludzi, którzy powinni stanowić kościec organizacji.

 

Jest to więc także klasyczny problem psychologiczny: człowiek zewnątrzsterowny versus człowiek wewnątrzsterowny. Wiadomo, że tych drugich jest zdecydowanie mniej, stąd w naszym kraju tylu pasażerów na gapę omijających „systemowe drogi” dojścia do sukcesu. Stąd też weksle InPostu – skoro ludzie nie są moralni i nie wyznają etyki pracy, to pozostają tylko ścisłe wymagania oraz bezwzględny sposób ich rozliczenia z wielkim kijem na wszelki wypadek. Nie za bardzo widać w tym wszystkim marchewkę, a nawet jak ją podadzą, to pewnie trzeba będzie ją jeść w rytmie wojskowej orkiestry. I tyle zostało listonoszom z ich szczytnej, militarnej tradycji.

Zostaw odpowiedź