fbpx

Kogo możemy pamiętać? Pamiętać prywatna vs pamięć zbiorowa

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu nie pozostawił cienia wątpliwości, co do tego, że także w Internecie należy się nam prawo do zarządzania własną prywatnością. Dużo wątpliwości budzi za to fakt, jak możemy ową prywatnością zarządzać.

Nie wiedzą tego także zarządcy wyszukiwarek internetowych, których nowe prawo dotyczy.

 

Według Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej każdemu obywatelowi UE należy się ograniczone prawo do zapomnienia tzn do usunięcia przedawnionych lub kompromitujących informacji. Ograniczone, ponieważ owo prawo nie może godzić w pamięć zbiorową.

 

Niby to wszystko w teorii ma sens, ale problem w tym, że do orzeczenia TS nie powstały jak do tej pory żadne przepisy wykonawcze i wygląda na to, że nie ma co na nie liczyć. Każda firma, która dysponuje danymi osobowymi sama będzie zmuszona przeprojektować dotychczasową politykę prywatności pod kątem wspomnianego orzeczenia.

 

A wnioski już spływają. Jak donosi ze swoich potwierdzonych, nieoficjalnych źródeł Marketing Land wśród pierwszych osób, które zwróciły się do Google o usunięcie niepochlebnych wpisów znaleźli się: źle wychowani politycy, lekarze i firmy o poszarganej opinii, skazani pedofile, dzieci celebrytów, celebryci lubiący romanse, niedoszli mordercy, oszuści podatkowi, zawieszeni wykładowcy, skazany prześladowcy. Trzeba przyznać, dość nieszczególne grono osób, których aktualność win będą rozsądzać pracownicy np. Google’a i Facebooka.

 

Wyrok TS jest w pewnym sensie bezprecedensowy, ponieważ wygląda na to, że prywatyzacja dotknie nie tylko sporej części dotychczasowych wyników, ale także interpretacji oraz sposobu wykonywana obowiązującego prawa. W tym wypadku nie ma już mowy o stosowaniu się do prawa, a o stosowaniu prawa. Różnica niewielka, ale tylko w gramatyce.

Zostaw odpowiedź