fbpx

Komunikacja a zmiana… i związki między nimi

Trafiłem kiedyś na cytat z Konrada Lorenza. Nie pamiętam już gdzie. Gdy dzisiaj próbowałem ten sam cytat „wygooglać”, nie umiałem go znaleźć. Ale cytat pamiętam. Zapisałem go jako dokument i leży wydrukowany, pod ręką. Po co? Aby do niego wracać, cieszyć się jego mądrością i próbować zgłębiać jego sens.

Dla mnie ten cytat ma ogromną wartość zarówno w kontekście obserwacji, jak wygląda komunikacja międzyludzka, jak i w kontekście trudności w przeprowadzaniu zmiany.

Poniżej serwuję ten cytat w kawałkach (jako śródtytuły) i dodaję swój komentarz. Licząc na to, że Ty, Drogi Czytelniku, dodasz sobie swój własny.

 

Powiedziane nie jest jeszcze usłyszane

Ile razy zdarzyło mi się, że nie słyszałem, co do mnie mówiono? Setki, tysiące? I nie zawsze dlatego, że ktoś powiedział coś zbyt cicho. Albo że wokół był zbyt duży hałas. Bardzo często po prostu dlatego, że nie słuchałem. Niby byłem, ale tylko ciałem – mój duch (umysł) był gdzie indziej. A ile razy nawet słyszałem, ale chwilę potem o tym zapomniałem?

To dlaczego denerwuje mnie, gdy żona po raz trzeci pyta o to samo? Ona nie ma prawa nie słuchać? Skąd założenie, że jak ja coś powiem… to klękajcie narody.

Teraz chyba rozumiem skąd biorą się stwierdzenia:

coś powiedziane 2 razy jest trzy razy bardziej skuteczne, a powtórzone 3 razy jest sześć razy bardziej skuteczne.

Muszę się uczyć, by uważnie słuchać. Albo „jestem tu i teraz” i słucham, albo zajmuję się (w myślach) czymś innym. To ma być moja świadoma decyzja.

 

Usłyszane nie jest jeszcze zrozumianym

Ile razy wydawało mi się, że coś usłyszałem, a potem okazywało się, że mówiący powiedział coś innego? A ile razy zrozumiałem całkiem opacznie jego wypowiedź?

Skąd to się bierze? Częściowo pewnie z nieuważnego słuchania: umysł trochę słucha, a trochę błądzi gdzie indziej. Czasem z powodu braku wiedzy: ktoś powiedział „laikiem”, a ja – nie znający tego słowa – zrozumiałem „lajkonikiem”. Zdarza się, że nie zrozumiałem, bo było to niezgodne z moim przekonaniem (które uważam za prawo przyrody): ktoś mówi o lewitacji, a ja przestaję słuchać, „bo to bzdury”. I nie mam szansy zrozumieć, o co rozmówcy chodziło. Czasem powodem jest zarozumiałość: uważam, że lepiej znam temat od rozmówcy, więc „puszczam mimo uszu”, gdy mówi coś, co nie zgadza się z moim stanem wiedzy. Pewnie może być więcej powodów, że usłyszałem, ale nie zrozumiałem – albo zrozumiałem inaczej.

Co robić? Upewniać się u źródła (u rozmówcy), czy dobrze zrozumiałem to, co on powiedział. Najlepiej, oddając sens jego wypowiedzi swoimi słowami.

A teraz odpowiem sobie uczciwie: jak często to robię? Czy nie przystępuję raczej od razu do riposty? Z praktyki wiem, że nawet gdy całkowicie nie zgadzam się z moim rozmówcą, to upewnienie się, że dobrze zrozumiałem, co powiedział, stwarza przestrzeń do dalszej dyskusji. W odróżnieniu od prostej konkluzji: „Nie masz racji”.

 

Zrozumiane nie jest jeszcze tym, z czym się zgadzamy

Właśnie. Nawet gdy coś dobrze zrozumiem – a wiem, że dobrze, bo upewniłem się u źródła – to niekoniecznie się z tym zgadzam. Ktoś mi mówi, że najlepszym sposobem na odchudzanie się jest „mniej żryć”. I ja to rozumiem. Ale się nie zgadzam, bo uważam, że lepszym rozwiązaniem jest „więcej ruchu… i mądrzej żryć”. Albo nie zgadzam się, że to ja mam „mniej żryć”. Czyli: to jest dobry pomysł dla innych, ale niedobry dla mnie.

I mam szacunek również dla takiej swojej niezgody. To ja wiem najlepiej, w co wierzę i co może mi pomóc. Mam prawo do niezgody nawet na ogólnie panujące przekonania. Jestem inny i to jest moje prawo. Ale też nie zamierzam wykazywać mojemu rozmówcy, że to on nie ma racji – on też ma prawo do swoich przekonań. W dodatku, to co mówi akurat dla niego może być bardzo dobrym pomysłem.

Ale załóżmy, że zgadzam się akurat z tym, co usłyszałem i chcę to zastosować.

 

To z czym się zgadzamy nie jest jeszcze zastosowanym

Niestety. To co zaakceptowałem swoim umysłem i praktyka mojego postępowania, to dwie (bardzo często) różne sprawy. Tak, zgadzam się, że najlepsza dieta to „więcej ruchu i mądrzej żryć”, ale przecież: „nie mam czasu”, „nie chce mi się”, „lubię dobrze zjeść”, „jest fajny film”, itp., itd.

Co więc robię? Pytam się, jak to wdrożyć? Planuję, zapisuję, opowiadam komuś bliskiemu. A potem będę się tego trzymać – dla siebie samego, ale też trochę dla tej bliskiej osoby. Bo trochę będzie wstyd, powiedzieć tejże bliskiej osobie, że nie wywiązało się ze swoich własnych planów.

A zatem: udało się! Cały tydzień ciężko pracowałem. Można świętować? Można. I warto. I… trzeba pamiętać, że….

 

Od zastosowania czegoś raz, czy drugi, jest jeszcze daleka droga do stałej praktyki

Często jest tak, że uda się raz, a dwa razy „nie”. I taka jest praktyka, gdy wprowadzamy w naszym życiu jakąś zmianę. Warto wiedzieć, że wszyscy tak mają. I się nie przejmować chwilowymi trudnościami. Zazwyczaj jest tak, że na początku jest gorzej niż było: już nie stosujemy starych metod żywienia, ale jeszcze nie umiemy stosować nowej strategii „mniej żryć”.

Dodatkową trudność stanowi otoczenie. Ze swoim szufladkowaniem, a więc z pamięcią o tym, jacy byliśmy przed zmianą. I te wredne… (tu każdy wpisuje najbardziej pasujący epitet) nie zauważają, gdy mi się uda „mniej żryć”, ale do razu widzą, gdy jem jak zwykle: „ten to potrafi zeżreć”. Rzecz jasna, średnio to mnie motywuje do dalszych wysiłków. Ale wiesz co? Oni nie robią tego złośliwie. Po prostu wszyscy tak mamy: nie dostrzegamy faktów, które burzą nasz uporządkowany (zaszufladkowany) świat, a dostrzegamy te, które nasz (jedyny słuszny) obraz utwierdzają.

Jak sobie radzę? Opowiadam bliskiej osobie nad czym pracuję. Informuję ją o tych niebezpieczeństwach. Proszę, aby ta bliska mi osoba dostrzegała moje sukcesy (a nie upadki), darzyła uznaniem. Ona docenia więc każdy mój sukces i przypomina mi, że upadki są częścią procesu.

Powiedziane nie jest jeszcze usłyszanym, usłyszane nie jest jeszcze zrozumianym, zrozumiane nie jest jeszcze tym, z czym się zgadzamy, to z czym się zgadzamy, nie jest jeszcze zastosowanym, od zastosowania czegoś raz – drugi jest jeszcze daleka droga do stałej praktyki.

A Ty, co sądzisz o cytacie Konrada Lorenza? Zgadzasz się? Masz jakiś dodatkowy komentarz?

A może nie zgadzasz się z moimi komentarzami? Napisz o tym, proszę.

Może nawet zaczniesz od upewnienia się, czy dobrze mnie zrozumiałeś/-aś?

 

Źródło: Mensis.pl nr 34, autor: Krzysztof Skubis

Zostaw odpowiedź