fbpx

M-commerce – przełomu nie będzie

Na łamach Mensis często sypiemy statystykami o mobile commerce. W ruch idą nieraz trzycyfrowe liczby z procentami na końcu – takie właśnie wzrosty w ostatnich trzech latach generuje praktycznie każda dziedzina e-biznesu, która jest związane ze smartfonami i tabletami.

Odnoszę wrażenie, że podając wyrywkowe statystyki, z których każda roztacza wizję pod tytułem “m-commerce to przyszłość e-handlu” budujemy fałszywą świadomość. Nadeszła pora aby upuścić nieco powietrza z tego aż nadto nadymanego balona.

 

Kanonada wiadomości i wypowiedzi ekspertów o m-commerce osiągnęła punkt szczytowy i skutecznie bombarduje zmęczone głowy marketingowców i właścicieli e-przedsiębiorstw. Sygnały są dość klarowne: “albo będziesz miał stronę mobilną i zainwestujesz w m-reklamy albo zginiesz”. Całkiem jak kilka lat temu z profilem na Facebooku.

 

I kto tu ma rację? Winston Churchill zwykł powtarzać za Arystotelem, że prawda leży po środku, dlatego też zawadza wszystkim po trochu. Tak też jest i w tym wypadku.

 

Coraz więcej danych o m-commerce zaczyna jasno wskazywać, że mobilny handel nie będzie rewolucją na miarę e-commerce. Nie będzie też następcą e-commerce. Nie mamy tu do czynienia z połączeniem technologii i pomysłu, na jaki Amerykanie ukuli nazwę “game-changing”. M-commerce nie wywróci rynku do góry nogami, chociaż z powodzeniem może wyrzucić z rynku wybrane firmy, które go zignorują.

 

Skomplikowanie powyżej przedstawionego problemu dobrze oddaje tzw zjawisko multiscreeningu, gdzie smartfon lub tablet jest drugim ekranem, zaś telewizor pierwszym. Jestem w stanie wyobrazić sobie oglądanie telewizji bez komentowania przekazu na bieżąco na łamach Facebooka lub Twittera. W drugą stronę jest to czynność niewykonalna, z tej prostej przyczyny, że po wyłączeniu telewizora nie uzyskamy treści, do której możemy “smarować” społeczniościowe przypisy.

 

I taka jest też rola m-commerce. Jest przypisem do e-commerce i nie tylko, ale także języczkiem u wagi, które może przechylić szalę. Ale nie musi (wiem, ten rozkrok jest denerwujący). Z wielu powodów. Jednym z objawów języczka u wagi są wcześni użytkownicy (early adopters), którzy często są także kreatorami nowych zachowań (trendsetterami).

 

Marka/sklep/program telewizyjny, który jako jeden z pierwszych postawi na m-świat ma wybitną szansę na znaczące zyskanie w tej grupie, co w długim okresie przełoży się na zmianę wizerunku i znaczący wzrost konkurencyjności. Z kolei, ci którzy zaśpią nie powinni stracić bardzo wiele.

 

Dlaczego tak właśnie miałaby zakończyć się rosnąca rola m-commerce? Przesłanek ku temu już teraz jest kilka. Po pierwsze, badania eMarketera pokazują, że ludzie kupują tablety do rozrywki, multiscreeningu, prostych gier. W mniejszym stopniu korzystają z tabletów i smartfonów do angażujących intelektualnie zajęć, takich jak przeprowadzanie transakcji zakupowych. Pierwsze badania pokazują różnice na poziomie 10-15% między użytkownikami klasycznych pecetów, a m-użytkownikami.

 

Kolejny powód to telewizor, który z powodzeniemi może przejąć najważniejsze funkcję prostych pecetów. Już teraz możemy dzięki nim przeglądać internet, korzystać z aplikacji np skype. Klasyczne e-commerce w telewizorze to całkiem naturalny rozwój sytuacji, który może wyniknąć z dzisiejszych “smart tv”. Zapytajcie Google’a, który od co najmniej 3 lat walczy o ten rynek z usługą Google TV.

 

Skoro mowa o Google to warto przypomnieć, że koncern z Mountain View na dobre oddzielił od siebie wyniki wyszukiwania mobilne od “klasycznych”. Pewne symptomy były widoczne od dawna, a niedawno otrzymaliśmy wręcz oficjalne potwierdzenie, kiedy to inżynierowie Google na oficjalnym blogu poprosili webmasterów o lepsze dopracowanie stron www pod kątem urządzeń mobilnych. W innym wypadku ranking strony może zostać obniżony i tu fraza kluczowa “w mobilnej wersji wyszukiwarki”.

 

M-commerce i e-commerce to nie rynek gier komputerowych, gdzie w ciągu ostatnich 10 lat konsole prawie zupełnie wyparły komputery zmieniając układ sił. Chociaż smartfony są wszechobecne, a tablety zauważalne, nie spodziewajmy się kroczącej rewolucji. Ona co najwyżej pełza i powoli podkopuje pozycje tych, którzy w zupełności ją ignorują.

 

Stąd też o m-commerce trzeba mówić, przypominać i nawoływać, ponieważ jest to wielka szansa do zyskania przewagi konkurencyjnej na ziemi wciąż niczyjej. Kto sprawniej i szybciej odgrodzi sobie większy fragment ugoru ten ma szansę zebrać większe plony.

Patrząc w statystyki handlu elektronicznego możemy w najlepszym wypadku mówić o być może nawet 10% obrotów, ale nie sposób zapomnieć o zjawisku konwergencji mediów. M-commerce może i będzie napędzać sprzedaż zarówno w online, jak i w offline commerce.

 

Innymi słowy, szukajmy pomysłów na m-commerce, w przekonaniu, że w odpowiednim czasie może stać się dobrą trampoliną do uzyskania znaczącej przewagi konkurencyjnej, która przełoży się na wzrosty na innych polach. Nie zapominajmy przy tym, że to nadal pies merda ogonem, a nie odwrotnie.

 

1 komentarz

  1. Krzysztof Płaneta 10-07-2013

Zostaw odpowiedź