fbpx

Nie ma nic za darmo: InPost zatrudnia na umowy-zlecenia, podsuwa weksle in-blanco

Jak do tej pory, spośród wszystkich dostawców przesyłek to Poczta Polska musiała martwić się o swój niesłabnąco kiepski wizerunek. Ale pora na zmiany, publikacje Dziennika Gazety Prawnej i Gazety Wyborczej pokazują, że InPost nie należy do wzorowych pracodawców.

Zdaje się, że kierownictwo InPostu chciałoby zrobić ze swoich pracowników chodzące paczkomaty.

 

Jak wiadomo paczkomaty to znakomite urządzenia – są tanie w utrzymaniu, nigdy się nie mylą i prawie nigdy nie psują. Z ludźmi nie ma już tak łatwo, stąd InPost postanowił zabezpieczyć swój interes podczas budowania sieci listonoszy obsługujących przesyłki sądowe i prokuratorskie.

 

Zrobił to w sposób dość bezwzględny zmuszając pracowników do podpisania wekslów in blanco z zastrzeżeniem, że kary mogą opiewać nawet na 5.000zł brutto. Po co skoro prawo pracy reguluje niedopełnienie obowiązków służbowych? Powód jest prozaiczny, InPost, podobnie jak Polska Grupa Pocztowa i RUCH, które wygrały przetargi na obsługę sądów i prokuratur zdecydował się zatrudniać pracowników na umowy-zlecenia.

 

Sam InPost planuje zatrudnić nawet 3000 osób, ale to niewiele w porównaniu do PGP, które miesięcznie będzie doręczać 4 miliony listów i paczek i już posiada w swoich szeregach 7 tysięcy doręczycieli. Według prasy ogólnopolskiej warunki finansowe jakie proponuje InPost to 1680zł brutto i premia 90 groszy za każdy list doręczony powyżej normy (150 sztuk dziennie).

 

Według prezesa Brzoski, w dużych okręgach pocztowych będzie można zarobić nawet 3000zł brutto, co według prostych wyliczeń oznacza, że dziennie należałoby doręczyć ponad 220 listów, przyjmując pracę od poniedziałku do piątku. Czyli blisko 28 sztuk na godzinę, jeden w ciągu dwóch minut.

Zostaw odpowiedź