fbpx

Nieodpowiedzialny jak prawie prezes, prawie profesor i prawie polityk

Niósł wilk razy kilka, ponieśli i wilka. To przysłowie jak ulał pasuje do Krzysztofa Rybińskiego, opiniotwórczego ekonomisty w stopniu doktora habilitowanego, byłego wykładowcy Szkoły Głównej Handlowej, byłego wiceprezesa NBP, który merytorycznie wspierał budowę programu PJN, aby rok później poprzeć Janusza Korwina-Mikkego.

Jak doniosła w ostatnich tygodniach Gazeta Wyborcza słynny fundusz inwestycyjny Rybińskiego, Eurogeddon, którego celem była gra na upadek Unii Europejskiej poniósł 50% straty od początku swojego istnienia. I dobrze.

 

Nie mam wielkich skrupułów aby życzyć źle wszystkim tym, którzy trzymają kciuki aby kryzysowa wichura gospodarcza wywróciła drzewo, na którym wszyscy siedzimy. Pomińmy tu jednak animozję pracującego ludu i żyjących ze spekulujacji elit finansowych.

 

Kazus Krzysztofa Rybińskiego jest w Polsce pewnym novum, znakiem czasu.

 

To bodaj pierwszy tak znaczący przykład kompletnego odwrócenia się przedstawiciela elity od reszty społeczeństwa. Jak do tej pory nie spotykany w Polsce, kraju inteligencji oderwanej w wielu sprawach od rzeczywistości, ale zazwyczaj czującej brzemię odpowiedzialności za losy swojego państwa.

 

Bo jak inaczej nazwać postawę osoby z tytułem naukowym, byłego bardzo wysoko postawionego urzędnika państwowego, który na łamach poważnych dzienników jedną ręką wypisuje katastroficzne wizje, zaś drugą rękę wyciąga po gotówkę wszystkich tych, którzy mu wierzą? Czy był to zwykły skok na kasę?

 

Czy też może były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego liczył na rozpad Unii Europejskiej – źródła przytłaczającej ilości funduszów, które pozwoliły dokonać Polsce cywilizacyjnego skoku oraz głównego rynku zbytu dla polskiego eksportu?
I nie chodzi tu nawet o sam fakt, że te prorocze wizje okazały się funta kłaków warte. To wiemy od dawna. Wspominał o tym niegdyś na łamach Dzienika Gazety Prawnej Rafał Woś, który przytoczył badania, według których zawodowi analitycy z całego świata znacząco przegrali w swoich przepowiedniach z losowo generującym odpowiedzi algorytmem komputerowym i tylko o włos wygrali z małpami, które rzucały do tarczy z kolorowymi polami.

 

W skrócie ciąg pomyłek Rybińskiego opisała Gazeta Wyborcza, przytaczając najpierw prognozy:

 

Giełdy spadną, zostaną przebite dołki z marca 2009 roku. Znacznie. Złoty osłabnie do walut obcych, dolar i euro będą kosztowały ponad 5 złotych, frank ponad 4 złote

 

a następnie fakty:

 

“Dolar kosztuje dzisiaj ok. 3,10 zł, euro 4,20 zł, a frank 3,42 zł. WIG, zamiast przebić dołki z 2009 r., wyszedł na najwyższe poziomy od niespełna 6 lat. Polski indeks w ubiegłym roku zyskał ponad 26 proc., w tym roku blisko 7 proc.

 

Dużym błędem okazało się też inwestowanie w złoto. Szlachetny kruszec, który na fali kryzysu miał drożeć, stracił swój blask. W tym roku przewartościowane złoto straciło na wartości ponad 20 proc”

 

Chodzi tu o pewną postawę, która zasługuje na coraz rzadziej spotykane i staromodne “moralne potępienie”. Moralność i etyka to słowa bardzo bliskie Adamowi Smithowi, profesorowi filozofii moralnej. Szkoda, że jego uczniowie mają to wspaniałe dziedzictwo za nic.

Zostaw odpowiedź