fbpx

OFE – walka o rząd dusz trwa. Polska uczy się kapitalizmu

Walka o ocenę reformy emerytalnej nie została zakończona. Chociaż dysponujące gigantycznymi środkami finansowymi Otwarte Fundusze Emerytalne zdają się miażdżyć rząd siłą nie tyle argumentacji, co medialną mocą rażenia, to elity Rzeczypospolitej zdają się podnosić głowy.

W Polsce trwa spór między nielicznymi państwowcami, a mnogą liczbą zwolenników liberalizacji.

 

Jednym z owych nielicznych państwowców jest profesor ekonomii Leokadia Oręziak, autorka pozycji „OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce”. Pani profesor zdaje się mieć pewne kwalifikacje, które pozwalają jej właściwie ocenić całe zamieszanie jakie panuje wokół OFE, w końcu jest kierownikiem Zakładu Finansów Przedsiębiorstw i Ubezpieczeń Szkoły Głównej Handlowej. Wnioski, do jakich doszła w swojej książce nie należą do szczególnie pozytywnych.

 

Pada w niej wiele nieprzyjemnych pytań, z których historia zechce rozliczyć przedstawicieli polskich elit politycznych oraz intelektualnych zaangażowanych we wprowadzanie reformy emerytalnej. Część z nich profesor Oręziak stawia na łamach Dziennika Gazety Prawnej podczas wywiadu z Rafałem Wosiem.

 

Dlaczego reformy wprowadzające OFE nie zostały wprowadzone w zachodnich państwach, które w znacznie większym stopniu cierpiały na problem starzenia się społeczeństwa? Większość z tych państw zdecydowała się na reformę istniejącego systemu, zaś najmądrzejsze, jak Francja, wprowadziły potężne ulgi podatkowe dla rodzin wielodzietnych. Z kolei Niemcy wzięli się za rynek pracy, czego efektem jest jedna z najwyższych stop zatrudnienia w Europie. Wszystko to w celu utrzymania spójności i siły państwa opiekuńczego.

 

Polska tymczasem wybrała wariant amerykański, zdecydowanie bliższy propozycjom Banku Światowego, instytucji silnie związanej z rezerwą federalną. Tego samego Banku Światowego, który w sporej mierz odpowiada za niekończące się kłopoty Grecji – jego porady doprowadziły do jeszcze większego kryzysu w zupełnie nieporadnym państwie upadłych filozofów. O tym, że Bank Światowy prowadzi politykę maksymalnej liberalizacji i wszędobylskiego wbijania klina prywatnego kapitału w każdą możliwą do rozbicia relację państwo-obywatel wiemy od dawna. O tym, że kapitał prywatny potrafi maksymalizować wydajność też wiemy, z tym, że robi to pod kątem własnych interesów, co również jest oczywiste.

 

Tak czy inaczej, dzisiaj stoimy w sytuacji, gdy duża część naszych oszczędności pływa w giełdowym morzu, gdzie grasują rekiny, które doprowadziły do potężnego kryzysu w roku 2008, państwo nie posiada gotówki na bieżące wypłaty emerytalne i jeśli ich nie zdobędzie podniesie nam podatki. Potrzeby zostały wyliczone na 185 miliardów złotych, zaś wpływy z prywatyzacji, które miały pokryć straty w okresie przejściowym wyniosły 83 miliardy. Obywatele zostali postawieni pod ścianą – albo zgodzą się oddać to co odłożyli, albo podatki pójdą w górę. Ewentualnie, zadłużymy się na poczet przyszłych pokoleń.

 

Ale zaraz, to my jesteśmy tym przyszłym pokoleniem.

Zostaw odpowiedź