fbpx

Polacy nie chcą pracować, to pewne

Szokujące wyniki dotyczące popularności portali zajmujących się pracą przynosi majowych Megapanel autorstwa Gemiusa. Wynika z niego, że w ciągu roku Polacy praktycznie zaprzestali odwiedzania portali z ogłoszeniami o pracę.

Najmniejsze spadki, jakie odnotowano w Megapanelu rok do roku to dramatyczne liczby rzędu minus 20 procent!

 

 

Owo minus 20 procent zanotowała grupa Pracuj, właściciel portalu Pracuj.pl. Strata realnych użytkowników sięga przekracza 0.3 miliona, dokładnie z 1.95 do 1.6 miliona. Nie lepiej jest na kolejnych pozycjach. Dość powiedzieć, że maju 2013 wejście do pierwszej 20stki było możliwe przy wyniku na poziomie ponad 285 tysięcy użytkowników, zaś w tym roku jest to raptem połowa, czyli ok 140 tysięcy!

 

Wygląda na to, że ci, którzy chcieli znaleźć pracę w Polsce już to uczynili, reszta zaś albo zdecydowała się na emigrację, albo nie jest zainteresowania zmianą swojego położenia. Poza, naturalnie, dość wąską na tle całej populacji grupą aktywną zawodowo, która mniej lub bardziej profesjonalnie próbuje sterować swoją karierą zawodową.

 

Szacuje się, że w Polsce współczynnik aktywności zawodowej nie przekracza 60%, co jest wynikiem kiepskim, a nawet dramatycznym, biorąc pod uwagę rosnącą długość życia, nawet w naszym kraju. Co więcej, pomimo wejścia naszego kraju w niż demograficzny, ów współczynnik stoi w miejscu jak zaklęty.

 

Korelacja między spadkiem ilości wchodzących na rynek pracy Polaków a ilością użytkowników portali z ogłoszeniami o pracę widać jak na dłoni. Co wskazuje na diagnozę, jaką stawia się polskiemu rynkowi pracy od co najmniej dwudziestu lat: mamy do czynienia ze strukturalnym niedopasowaniem popytu i podaży.

 

Warto dopowiedzieć, że owo niedopasowanie jest wyraźnie pogłębiane przez wolny rynek wyższych uczelni, które bardzo szybko zauważyły, że studenci wolą studia wygodne, a nie takie, które dają pracę. W efekcie czego tracimy wszyscy. Sytuację mógłby rozwiązać wspólny front pracodawców i państwa, który wspierałby nie tylko doraźną aktywizację docelową, ale reglamentowałby dostęp do kształcenia zawodów zwyczajnie zbyt łatwych do ukończenia na poziomie akademickim.

 

Co więcej, doradztwo zawodowe winno działać już w momencie przyjmowania do szkoły sześciolatków, z których każdy winien posiadać przez lata budować stosowną dokumentację wskazującą postęp w poszczególnych dziedzinach, osiągnięcia, hobby, zainteresowania i inne ważne informacje, które pozwoliłyby w odpowiednim momencie wskazać abiturientowi właściwe drzwi kolejnej stosownej do jego poziomu i umiejętności instytucji kształcącej.

 

Instytucje zaś, (w szczególności nie bez powodu wykpiwane wydziały socjologiczne) winne śledzić rynek pracy i co roku prezentować swoje przewidywania co do tego, jakie będzie zapotrzebowanie na poszczególne zawody w różnych częściach Polski. To z kolei powinno obligować wyższe uczelnie do racjonalnego utrzymywania właściwej struktury oferowanych studentom zawodów.

 

Doprawdy, to zwykłe big data, żaden lot w kosmos.

 

 

 

 

Zostaw odpowiedź