fbpx

Polska gospodarka jabłkami stoi.

Ubiegły tydzień minął pod znakiem dwóch interesujących informacji dotyczących polskiej i włoskiej gospodarki. Najpierw włoskie Ferrari ogłosiło, że wypłaci swoim pracownikom po 4 tysiące euro premii na głowę.

Potem dowiedzieliśmy się, że w eksporcie jabłek jesteśmy najlepsi na świecie.

 

Zacznijmy od Ferrari, które kolejny rok z rzędu notuje rekordowe wyniki sprzedaży. Firma, która rocznie wypuszcza na rynek raptem 7.000 aut osiągnęła obroty na poziomie ponad 2 miliardów euro. Naturalnie, jest to pewne uproszczenie, ponieważ Ferrari to coś o wiele więcej niż auta – gadżety, brandowane urządzenia np. laptopy, słuchawki, odzież oraz zespół F1. Wszystko to zarabia na siebie znakomicie. Ferrari to niezwykle rentowny brand podszyty najnowocześniejszą na świecie technologią.

 

Po drugiej stronie szali mamy bezimennych producentów najprostszego produktu na świecie – jabłek. W eksporcie tego pospolitego owocu udało nam się wyprzedzić nawet Chiny, które wydają się być nie do prześcignięcia w żadnej dziedzinie. Jak dość powszechnie wiadomo, zwolennicy aktualnie obowiązujący paradygmatu neoliberalizmu chętnie wykazują, że charakter gospodarki zdradza przede wszystkim struktura jej eksportu.

 

Połączenie tej opinii, wraz z myślą o jabłkach sugeruje pewien ferment – dosłownie i w przenośni. Jak podaje portal Poland Global, polskim hitem eksportowym poza jabłkami pozostają pieczarki i żyto – tutaj także jesteśmy najlepsi na świecie. Tylko nielicznym na świecie ustępujemy w produkcji ziemniaków i buraków (cukrowych).

 

Jakie są tego efekty wyżej wymienionych faktów? Ano takie, że pomimo kryzysu północne Włochy pozostają jednym z najprężniejszych gospodarczo regionów w Europie, zaś Polska pozostaje spichlerzem Europy, w którym rośnie nowa latyfundystów – rodem ze średniowiecza. Sporo pisze o tym portal Natemat.pl:

 

„ W latach 2005-2011 dochody polskich farmerów poszły w górę o 74 procent. Jedna trzecia gospodarstw domowych rozporządza dochodem 2-4 tys zł miesięcznie”.

 

Rocznie wydajemy na dopłaty dla rolników około 15 miliardów złotych, podczas gdy polityka pobudzania innowacyjności nie została wsparta najpewniej nawet jedną dziesiąta tej kwoty. Największe przedsięwzięcie ostatnich lat to fundusz Pitango Investin, którego zadaniem jest inwestować w krajowe nowoczesne technologie. Budżet Pitango to całe 210 milionów złotych.

 

Dodajmy do tego fakt licznych zwolnień podatkowych dla rolników – brak podatku dochodowego PIT, minimalna składka rentowa oraz emerytalna, w końcu uproszczona do granic możliwości księgowość, której nie sposób skontrolować.

 

Jaka jest konkurencyjność polskiej gospodarki, w której z jednej strony za skoszenie hektara raz na rok dostaje się 1000zł dochodu, z drugiej zaś stosuje się dropshippingi, fejsbooki i adwordsy? Cóż, jest mocno uśredniona. Problem jednak w tym, po której stronie barykady stoi główny ekonom.

Zostaw odpowiedź