fbpx

Czy Polska ma swoich Camerona i Johnsona?

Ubiegły tydzień w Europie kontynentalnej minął pod znakiem rozgrywek w piłkarskim Euro. W wielu krajach radowano się także z wyeliminowania reprezentacji Anglii wskazując, że to symboliczny prztyczek w nos dumnemu narodowi angielskiemu, który uważa że bez Europy poradzi sobie lepiej.

Co innego na wyspach brytyjskich, gdzie najważniejsze dzienniki skupiły się na tym co będzie po Brexicie i spuściły regularne lanie Borisowi Johnsonowi.

W swoich wypowiedziach i zachowaniu zaraz po ogłoszeniu wyników brytyjskiego referendum Boris Johnson dał jasno do zrozumienia, że obóz Brexitu nie ma bladego pojęcia jak wyprowadzić Wielką Brytanię z UE, a tym samym od początku nie było żadnej wizji tego, jak państwo ma funkcjonować poza strukturami UE. Co więcej Johnson wydawał się być przerażony konsekwencjami, co udokumentowali fotografowie rejestrując wyraz twarzy byłego mera Londynu, gdy ten dowiedział się o wyniku referendum.

To wszystko były mniejsze lub większe spekulacje, które w tym tygodniu Boris Johnson przypieczętował wycofaniem w ostatniej chwili swojej kandydatury na szefa Partii Konserwatywnej, a tym samym przyszłego premiera, którego obowiązkiem będzie wyprowadzenie Wielkiej Brytanii z UE. Powiedzmy to sobie wprost – stchórzył, gdyż zwolennicy Brexitu wykorzystywali referendum tylko w celu zdobycia władzy, nie zaś faktycznego wyjścia z Unii. Jego następca, minister sprawiedliwości w rządzie Davida Camerona wydaje się mieć twardszy charakter, lub po prostu ma plan jak przez wiele lat balansować na krawędzi wyjścia z Unii rozgrywając cały kryzys na swoją korzyść. Pozostaje jeszcze sam Cameron, który także zrobił referendum wyłącznie po to, aby udowodnić siłę swojego przywództwa. To sprowadza nas do dwóch polskich problemów.

Pierwszy to kładzenie na szali przyszłości całego kraju w stosunkach z UE w imię prowadzenia bieżącej polityki, drugi to definiowanie suwerenności kraju w XIX wiecznym, imperialnym stylu. Niewątpliwie dwieście lat temu suwerenność kraju oznaczało pełną niezależność od innych krajów poprzez budowanie zależności w przeciwnym kierunku np. kolonii od imperialnego królestwa.

Dzisiaj żyjemy w czasach budowania zintegrowanych bloków państw wzmocnionych wspólnymi wewnętrznymi przepisami w celu swobodnego przepływu towarów i ludzi, co perfekcyjnie oddaje ideę wolnego i jednocześnie bezpiecznego rynku. Istotą suwerenności w XXI wieku jest więc zdobycie jak największej umiejętności wpływu na sposób owej integracji, tak aby przebiegała w stronę zbalansowanych korzyści dla wszystkich uczestników. Aby to uczynić, konieczne jest wejście do instytucji unijnych „obiema nogami”, tak aby nie być tylko pasażerem na tym statku, do tego samoistnie spychającym się do ładowni. Im bliżej kapitańskiego mostka, tym lepiej.

Ewentualnie, można jeszcze wystąpić w roli szalupy ciągnącej się na linie za okrętem. Jak władcy mórz, Brytyjczycy.

3 komentarze

  1. Przemq 03-07-2016
    • Andrzej Lemański 04-07-2016
      • Przemq 05-07-2016

Zostaw odpowiedź