fbpx

Przekleństwo taniej pracy

To podtytuł jednego z artykułów Rafała Wosia z DGP, w którym jeden z ciekawszych polskich analityków starannie rozbiera na części pierwsze raport Banku Światowego “Nowy Złoty Wiek Polski. Z peryferii Europy do jej centrum”.

Jest to artykuł wybitnie dla Polski bolesny, ponieważ w twardych liczbach pokazuje, że Niemiec czy Francji nie dogonimy, bo jak zauważa autor “nie dogonimy przecież zawodników biegających wokół zupełnie innego stadionu”.

 

Najciekawszy fragment owego artykułu dotyczy właśnie podejrzanie niskich kosztów pracy w Polsce. Chociaż przeciętny Polak pracuje rocznie blisko 200 godzin niż wynosi średnia światowa to wzrost płac w Polsce praktycznie stoi w miejscu.

 

W ciągu 10 lat od 2001 roku wyniósł nieco ponad 57%. W tym czasie średnie wynagrodzenie w Rumunii wzrosło o 529%, na Łotwie o 207%. Wśród bardziej porównywalnych przykładów też nie jest lepiej: słowackie pensje poszybowały w górę o 99%, czeskie o 72%, zaś węgierskie o 103%.

 

Produktywność rośnie, płace praktycznie stoją w miejscu – w efekcie czego rynek wewnętrzny jest stłamszony. Dodatkowy skutek taniej pracy to jak zauważa Woś – brak zapotrzebowania na innowacyjność, co skutkuje jak niedawno wspominaliśmy na łamach Mensis blisko zerowymi nakładami na badania wśród polskiego biznesu.

 

Po co rozwijać zaawansowane technologie produkcji i usług, skoro rynek pracy obfituje w tanią siłę roboczą? Z tej perspektywy bliżej nam do Azji, niż do Europy.

 

Nie bez powodu Amazon chętnie wybuduje w Polsce 3 centra logistyczne, ale do tej pory nie widzi sensu w otwarciu polskiej strony, pomimo tego, że Polska to na papierze potężny 40 milionowy kraj. Pomimo to, w dalszym ciągu podnosimy kciuk do góry, gdy na horyzoncie majaczy się budowa jakiejś fabryki AGD. Co innego nam pozostało?

1 komentarz

  1. Mateusz Stomski 10-11-2013

Zostaw odpowiedź