fbpx

Reklamy zaśmiecają krajobraz, czy Prezydent posłucha Polaków?

Od kilku miesięcy trwa cicha debata na temat prezydenckiego projektu ustawy krajobrazowej. Jednym z jej elementów jest surowe i szczegółowe prawo regulujące rozmieszczenie i wielkość nośników reklamowych.

Zdanie Prezydenta zdają się podzielać Polacy, którzy po dziurki w nosie mają wielko i małoformatowego chłamu. Dowodzą tego badania TNS.

 

W ramach badania „Reklama w przestrzeni publicznej” TNS Polska zapytał Polaków, czy ich zdaniem reklamy szpecą krajobraz naszych miast i wsi. Aż 2/3 respondentów zapytanych przez TNS zgodziło się z twierdzeniem, że: “reklamy na ulicach, w ich obecnym ksztacie, bardziej zaśmiecają niż upiększają krajobraz”.

 


Jak widać 23% miało odmienne zdanie, co także nie jest małą liczbą.

 

Jak już zostało wspomniane wcześniej podobne zdanie ma Prezydent Bronisław Komorowski, który drogą ustawową chce przekazać gminom zdecydowanie mocniejsze narzędzia do planowania lokalnego krajobrazu i architektury, włączając w to wszelakiej maści reklamy. Co więcej, gminy uzyskają prawo opodatkowania ustawianych na jej terenie reklam, możemy przeczytać na oficjalnej stronie prezydent.pl:

 

“Zmiany w prawie mają dać także samorządom możliwości decydowania o zasadach rozmieszczenia i wielkości nośników reklamowych. Rady gmin będą mogły ustalić zasady sytuowania tablic reklamowych, ogrodzeń, obiektów małej architektury jako samodzielny akt prawa miejscowego. Ponadto gmina będzie mogła wprowadzić opłaty od ustawianych na jej terenie reklam.”

 

To tablicy (sam nie wiem czy nie reklamowej) poczuły się wywołane firmy zajmujące się sprzedażą tablic billboardowych, prowadzeniem kampanii outdoorowych oraz pośredniczących w wynajmie terenów pod reklamy. Zarzucono Kancelarii Prezydenta skok na kasę ciężko pracujących przedsiębiorców.

 

Na łamach polskiego Forbsa Grzegorz Wilczek, dyrektor sprzedaży Gigaboard Polska zwrócił się do posłów i Prezydenta:

 

“Nie jesteśmy troglodytami, którzy nie widzą co jest bałaganem reklamowym w przestrzeni miejskiej. Zauważamy różnicę w tym, co szpeci i jest tego za dużo, a w tym co jest dla nas reklamą, czasami kolorową i ciekawą”.

 

I kończy Wilczek strasząc wszystkich następująco:

“kto zapłaci za pomysł Prezydenta Komorowskiego? Można obawiać się, że zapłaci całe społeczeństwo, z jednej strony ograniczając rozwój elektrowni wiatrowych, a z drugiej ryzykując spowolnienie gospodarcze poprzez ograniczenia reklamowe.”

 

Nie wspomina jednak Pan Wilczek o tym, jakie kroki podjęła branża billboardowa aby ograniczyć liczbę reklam w miejscach, które zwyczajnie psują krajobraz lub ograniczyć je w ogóle do np przyjąć rozsądny poziom zagęszczenia powierzchniami reklamowymi na kilometr kwadratowy.

 

Nie wspomina, bo takich kroków nie podjęto. Powód jest prozaiczny – po co ograniczać sobie rynek, skoro można rosnąć i rosnąć. Przychodzi mi do głowy przy tym pewna analogia. Chęć niepohamowanego wzrostu to zasadnicza cecha na jaką wskazuje medycyna, gdy mówi o komórkach rakowych, które żywią się organizmem nosiciela.

 

Stąd jest skłonny zaryzykować kolejny kryzys gospodarczy, bo chciałbym w końcu zobaczyć moje miasto, tak szczelnie ukryte za biznesem troglodytów, którzy ponoć zauważają różnice.

Zostaw odpowiedź