Rynek e-commerce – kierunek południe

Konkurencja na rynku e-commerce ciągle rośnie, powstają nowe e-sklepy oraz nowe modele biznesowe. Gdy pojawia się innowator, już po krótkiej chwili musi borykać się z naśladowcami, za którymi często stoją fundusze dysponujące „nieskończonym” budżetem.

Międzynarodowość, egalitarność i łatwa dostępność samego środka przekazu, jakim jest internet, sprawia, że biznes, który sprawdza się w jednym kraju, zazwyczaj może być powielony w kolejnych krajach.


 
Biznes i drzewa nie rosną do nieba

Choć większość zarządów wierzy, że każdy kolejny rok będzie rekordowy pod względem generowanego obrotu, to rzeczywistość potrafi okazać się okrutna. Potencjał
nieustannych wzrostów organicznych kiedyś osiągnie swój kres, a wtedy zaczyna się
szukanie nowych motorów wzrostu, do których zalicza się m.in. ekspansję na inne kraje czy przejęcia. Choć wejście z biznesem do innych krajów to nie lada wyzwanie, warto zastanowić się nad potencjalnym rynkiem ekspansji.

 
Kierunek południe

Rozważając ekspansję na inne kraje, warto pomyśleć o naszych południowych sąsiadach, tj. Czechach. Choć liczba obywateli jest znacznie mniejsza niż kraju nad Wisłą – 10 milionów vs. 38 milionów, to otoczenie rynkowe i e-zwyczaje zakupowe dają szanse odnieść komercyjny sukces. Zaczynając od prostych wskaźników gospodarczych, jak np. PKB per capita, czeski wskaźnik przewyższa polski aż o 45%, co w wartościach bezwzględnych przekłada się na 3,6 tys. euro więcej na jednego mieszkańca rocznie. Wyższy PKB to jedno, w e-biznesie liczy się także procent urbanizacji mieszkańców – łatwiej i taniej dostarczyć dużo towarów  do jednego miasta niż do wielu. Patrząc z perspektywy polskiego e-commerce, sprzedaż generowana jest w dużej mierze
przez duże aglomeracje, w których jednym z najważniejszych graczy jest stolica.
Porównując koncentrację mieszkańców w stolicach, otrzymamy rezultat na korzyść Czech – podczas gdy w Warszawie spotkamy tylko 4% mieszkańców kraju, w Pradze
natkniemy się aż na 12%, mówiąc innymi słowami – co 8. mieszkaniec tego kraju
mieszka w stolicy. Pomyśl, jakim jest to ułatwieniem logistycznym zarówno przy szybkości dostaw, jak i przy budowie punktów odbioru osobistego. Jeden dobrze umiejscowiony punkt potrafi być atrakcyjnym motywatorem zakupowym dla szerokiej rzeszy e-kupujących.
 
Na korzyść czeskiego e-commerce przemawia także penetracja internetu, która – według Internet World Stats – przewyższa polski wskaźnik o 8,1 punktu procentowego.
Oczywiście w przełożeniu na liczbę mieszkańców i ze względu na bezwzględne wartości Polska z blisko 25 milionami użytkowników sieci zajmuje 6. miejsce w Unii Europejskiej, podczas gdy Czechy zaledwie 11. miejsce z raptem 7,4 miliona internautów.
 
Penetracja internetu wśród mieszkańców

Przewaga ilościowa polskich internautów nie musi przekładać się w prostej linii na większą sprzedaż czy wyższe zyski. Każdy rynek jest specyficzny i unikalny, w przypadku
e-commerce duży wpływ na działalność ma nastawienie do zakupów. Podczas gdy polski konsument ciągle kupuje, bo w sieci jest taniej i kojarzy internet z „oszczędzaniem pieniędzy”, czeski konsument wybiera ten środek przekazu ze względu na wygodę.
Jeśli połączymy to ze strukturą rynku, w którym więcej obrotu generują e-sklepy niż platformy aukcyjne (odwrotnie niż w Polsce), oraz z wielkością średniego koszyka
– większego o blisko 25% u południowego sąsiada (źródło: badania własne) – Czechy wydają się lepszym środowiskiem do pro-wadzenia e-handlu niż Polska. Oczywiście w długiej perspektywie większy potencjał ma Polska dysponująca ponadtrzykrotnie większą liczbą ludności, ale jak ktoś kiedyś zauważył, „w długiej perspektywie wszyscy
jesteśmy martwi”, a biznes trzeba robić tu i teraz.

Można się, z jednej strony, spierać, czy penetracja Facebooka jest wymiernym
i istotnym wskaźnikiem przy myśleniu o uruchomieniu e-commerce, ale na potrzeby niniejszego porównania przyjmuję ten wskaźnik jako podgląd na podatność społeczeństwa na „nowości” oraz wytyczną ogólnego poziomu zaangażowania użytkowników sieci i ich doświadczenia z samym środkiem przekazu, jakim jest
internet. Z drugiej strony Facebook staje się coraz większym graczem w e-marketingu,
oferując coraz lepsze powierzchnie i instrumenty dotarcia do, co istotne, targetowanych grup.
 
Penetracja Facebooka wśród internautów

W serwisie Marka Zuckerberga znajdziemy o ponad 12 punktów procentowych większy odsetek internautów w Czechach niż w Polsce. Do przeszło połowy użytkowników sieci możemy potencjalnie dotrzeć angażującymi treściami czy aplikacjami – co także może przełożyć się na większą efektywność marketingu wirusowego.

Przewaga czeskiego rynku to również jego prostota rozumiana jako duża koncentracja
mediów oraz brak silnej i zarazem dużej konkurencji bazującej na ogólnie pojętej taniości i przecenach. Z perspektywy dużych graczy mogących przeznaczyć znaczące środki na szerokozasięgową reklamę graficzną względnie prosto wygląda strategia mediowa do zastosowania w e-marketingu, albowiem rynek zdominowany jest przez trzech graczy, tj. Seznam.cz, Centrum.cz, iDnes.cz, z czego największe znaczenie ma ten pierwszy (gorąco zachęcam do odwiedzenia tych portali i porównania ich z naszym Onetem czy Wirtualną Polską). Częsta obecność na Seznam.cz (np. na stronie głównej) pozwala dać się zauważyć  większości czeskich internautów. Dodatkowo warto przyjrzeć się obłożeniu
reklamami na tych portalach – w porównaniu z polskimi nie widać tu cluttera,
są „czyste”, nieprzeładowane reklamami.

Oczywiście decyzja o ekspansji na inne kraje to wiele złożonych analiz oraz badań samego rynku. Pamiętaj, że liczba ludności to nie wszystko, liczą się także zasobność portfeli, zwyczaje e-zakupowe, skala urbanizacji, koncentracja mediów oraz liczba i siła e-konkurentów.

 

Na każdy rynek można spojrzeć też z dwóch stron. Firma obuwnicza rozważając wejście do plemiennej Afryki, może pomyśleć:

1. To zły rynek, nikt tam nie nosi butów.
2. To wspaniały rynek, nikt tam jeszcze
nie nosi butów.

Zostaw odpowiedź