fbpx

Świat oszalał na punkcie winyli

W ubiegłym tygodniu mieliśmy doroczne święto fanów kupowania fizycznych nośników w fizycznych sklepach. Wariaci, mówią jedni, inni z kolei wzruszają ramionami – skoro fast food zdobył grono opozycjonistów skupiające się wokół ruchu slow food, to dlaczego muzyka cyfrowa nie może zyskać antytezy w postaci muzyki analogowej.

Ratujmy muzykę, ratujmy kulturę jej odsłuchu, mówią założyciele „Record Store Day”.

 

Freud pisał, że kultura jest źródłem cierpień. Z pewnością w czasach mobile-kultury dla wielu osób owa kultura rozmowy telefonicznej, czy tez korzystania z telefonu pozostaje wielkim źródłem cierpień, stąd skutecznie ją ignorują. Podobnie jest ze słuchaniem muzyki z telefonu – można słuchać zawsze, wszędzie, wręcz bezwarunkowo. I na tym polega problem mówią ludzie od Record Store Day.

 

Z muzyką jest jak z teatrem – wymaga namaszczenia, atmosfery, najlepiej winylowej płyty, wygodnego fotela i filiżanki kawy. Ale cała historia powinna zacząć się od poszukiwań artysty, gatunków muzycznych i tutaj ostoją powinien być sklep z wykształconą obsługą, będący gatekeeperem bram do muzycznego raju. Tak widzą to ludzie stojący za akcją Record Store Day. Wariaci, wielu pomyśli – to pewne.

 

Otóż nie, mieszkańcy USA oraz Europy Zachodniej przychylają się do tej myśli. I nie są to czcze deklaracje – w ciągu ostatnich 15 lat sprzedaż winyli na świecie nie przestaje rosnąć. Tylko w 2013 w UK wzrosła o 101% – rok do roku! Nie są to także śmieszne wartości – brytyjski rynek zamknął ubiegły rok z wynikiem blisko 800.000 sprzedanych czarnych płyt!

Zostaw odpowiedź