fbpx

The Economist: robot, Twój najlepszy kumpel w pracy

Technology Quarterly, kwartalny raport o najnowocześniejszych technologiach prosto od tygodnika The Economist podjął się tematu przyszłości pracy w kontekście pełzającej rewolucji robotów przemysłowych nowej generacji.

Z raportu przygotowanego przez dziennikarzy The Economist wynika, że jesteśmy świadkami cichych narodzin nowego typu robotów, których głównym zadaniem jest współpraca z ludźmi w celu podniesienia wydajności.

 

Chociaż guru zarządzania Peter Drucker wierzył, że rewolucja XXI wieku dokona się w zakresie wydajności pracowników umysłowych to najnowsze dokonania technologiczne w zakresie robotyzacji wskazują, że być może będziemy mieli do czynienia z wyeliminowaniem pracy fizycznej i wypchnięciem wszystkich wykonujących prace fizyczne do klasy pracowników umysłowych.

 

Tak niecodzienne wnioski można wysnuć z tekstu “Working with robots: Our friends electric”.

 

Pierwsza generacja robotów, które znamy z wysokonakładowych fabryk np samochodów to zamknięte w specjalnych klatkach urządzenia nieczułe na otoczenie, zaprogramowane przez wysokiej klasy fachowców do wykonywania jednej określonej czynności.

 

Zamknięcie w klatce robotów pierwszej generacji to akt dosłowny i wynika z braku zainstalowanych sensorów, które mogłyby powstrzymać automat przed narobieniem szkód dla ludzkiego otoczenia. Wszak ludzie słyną z braku zdolności do ustrukturyzowania swoich działań na poziomie wymaganym przez proste maszyny produkcyjne.

 

Mówiąc prościej i zabawniej, roboty pierwszej generacji pracują w zamkniętych klatkach z tej prostej przyczyny, że mogłyby zupełnie nieświadomie przyspawać do dachu Fiata Pandy robotnika lub sprzątaczkę, którzy dostaliby się w zasięg jego potężnych ramion.

 
Druga, aktualnie tworzona generacja robotów to urządzenia przed którymi postawiono zasadnicze zadanie – wyjść z klatki i pracować ramię w ramię z ludźmi. To stawia przed projektantami zupełnie nowe zadania – aby otworzyć robotom oczy i uszy na świat ludzi.

 

Jednym z pierwszych pomysłów na rozwiązanie tego niebłahego problemu jest system SafetyEYE, na który składa się system kamer monitorujący ruch wokół pracującego robota. Znalazł on zastosowanie przy pracach nad składaniem samolotów, gdzie oddzielanie robotów od ludzi generuje zbyt potężne koszty.

 

Ale prawdziwa rewolucja i wejście w robotykę drugiej generacji to maszyny, które potrafią w prosty sposób uczyć się od ludzi. Tutaj nie wymaga się obecności wysokiej klasy inżyniera – odpowiednio zaawansowane oprogramowanie pozwala na pracę robota z jego opiekunem.

 

Kim jest opiekun robota drugiej generacji? Tutaj robi się naprawdę interesująco, ponieważ zazwyczaj powinien to być pracownik, który piastuje zwykłe stanowisko pracy, ale wymagające wiele żmudnej pracy, w której robot może odciążyć swojego opiekuna.

 

Mercedes Benz postanowił wspomóc w ten sposób pracowników składających skrzynie biegów. W ramach programu pilotażowego w jednej z fabryk w Stuttgarcie udostępniono pracownikom tzw trzecie ramie, podatne na naukę i zupełnie odporne na zmęczenie. Daimler, właściciel marki MB mówi, że ludzcy pracownicy są dla robotów niczym pasterze dla zbłąkanych owiec.

 

Służy ku temu na przykład rozwiązanie wypracowane przez przedsiębiorstwo Universal Robots. Programowanie robotów produkcji UR trwa około godziny i może być wykonane przez każdego, kto wie jak przebiega czynność pracy na danym stanowisku. Całość polega na prowadzeniu ramienia robota od jednego przedmiotu do drugiego wraz z wszystkimi manualnymi operacjami jakie trzeba wykonać. Maszyna zapisuje całość w pamięci i gotowe.

 

Producent słusznie zauważył, że trudno o lepsze zastępstwo, gdy pracownik linii fabrycznej weźmie wolne lub zachoruje. Inny producent ABB proponuje oprogramowanie open source i wspólną dla przedsiębiorców bazę danych zapisanych czynności, jakie robot może wykonywać.

 

I takie jest clue tematu pod tytułem roboty drugiej generacji. Elastyczność i spadające ceny maszyn nowej generacji jako żywo przypominają rewolucję pecetów, która totalnie odmieniła pracę biurową pozostawiając praktycznie wszystkie fizyczne czynności w gestii komputera.

 

Wygląda na to, że już niedługo standardy pracy biurowej wkroczą do fabryk przemysłowych, a nawet manufaktur. Być może roboty przemysłowe drugiej generacji to właśnie długo wyczekiwana odpowiedź na outsourcing mocy produkcyjnych do Azji.

 

Z punktu widzenia przeciętnego Polaka pozostaje zadać kluczowe w tej materii pytanie: czy Kancelaria Premiera prenumeruje The Economist? Ponieważ lepiej przeczytać o nadchodzącej rewolucji niż zastać ją szalejącą na własnym podwórku.

Zostaw odpowiedź