fbpx

Vat i AliExpress: Celnicy się chwalą, ale czy jest czym?

W ciągu trzech tygodni zatrzymaliśmy aż sto przesyłek – chwalą się celnicy ze specjalnego oddziału w Lublinie.

Celny oddział pocztowy w Lublinie to nowy pomysł ministerstwa finansów na walkę o wyższy VAT. Do tej pory tego typu kontrolami zajmowały się urzędy w Pruszczu Gdańskim, Warszawie i w Zabrzu. Jak donosiła dwa miesiące temu Rzeczpospolita, oddział w Lublinie zatrudnia 35 osób i miał wystartować w listopadzie. Zakładając, że wszystko poszło zgodnie z planem, w grudniu zespół kontroli celno-skarbowej miał okazję wykazać się po raz pierwszy w historii nowej placówki.

Prawdopodobnie dlatego do mediów uwolniono informację straszaka skierowaną do osób kupujących w Chinach – w pierwszych trzech tygodniach grudnia zatrzymano do oclenia i naliczenia VAT-u ponad sto przesyłek z AliExpress i innych podobnych sklepów. Oczywiście, narrację ministerstwa podłapały największe horyzontalne portale informując, że zatrzymań przesyłek będzie na pewno więcej.

Szczerze mówiąc, jeśli polski handel internetowy miałby odczuć w jakikolwiek istotny sposób korzyść z owych kontroli to zatrzymań przesyłek musi być więcej. I to nie 10 czy 20 więcej, ale sto razy więcej. Zamówienia z Chin do Polski płyną w milionach, a większość z nich stanowią przesyłki o bardzo niskiej wartości, co sprawia, że cały proceder kontrolny jest w dużej mierze mało opłacalny.

Strona ministerstwa milczy o tym, ile przesyłek w trakcie zatrzymania owych stu sprawdzono, a to decydujący w sprawie współczynnik. Jeśli przez 20 dni roboczych 35 osób jest w stanie wychwycić tylko 100 przesyłek o znacznej wartości, gdzie istnieje faktyczny sens opodatkowania importu, to znaczy, że cała operacja nie ma najmniejszego sensu.

Zostaw odpowiedź