fbpx

Wstyd, jedyny bat na hejterów

W ubiegłym tygodniu przez polskie media internetowe przetoczyła się ciekawa dyskusja o tym, co można, a czego nie można zrobić hejterowi, który nazywa osoby publiczne w sposób obelżywy. Zainicjował ją Jarosław Kuźniar, dziennikarz TVNu, który dowiedział się od pewnego jegomościa że jest „k…ą”. Wnioski z całej dyskusjimogą być dość zaskakujące, ponieważ pojawili się dziennikarze, którzy postanowili bronić hejtera.

Bomba wybuchła w momencie, gdy Kuźniar poinformował o złożeniu zawiadomienia do pracodawcy owego hejtera. Czy postąpił właściwie?

 

 

Z hejterstwem, czyli bezwarunkową werbalną nienawiścią stykamy się w sieci cały czas. Nie ma co ukrywać, że zachowania te są swoistą zarazą Internetu i czynią zeń rynsztok najprymitywniejszych argumentów, zachowań i myśli, z których większość nigdy nie zostałaby upubliczniona. Dość często zwraca uwagę na te zachowania właśnie Kuźniar, który nie należy do ulubieńców wielu użytkowników Internetu. W efekcie czego, stał się ofiar coraz mniej wyszukanych epitetów ze strony bezkarnych mas.

 

Owo poczucie bezkarności przerodziło się w pewność, że polskie prawo nie ściga osób, które obrażają innych publicznie. Z jednej strony oburzamy się na taki stan rzeczy, z drugiej zaś, granica między obrażaniem, a wyjawianiem nieprzyjemnej prawdy lub informowaniem o własnym zdaniu jest bardzo cienka. Wiele osób bierze fakty na temat swojego życia za śmiertelną obrazę. Stąd wiele sytuacji wymaga głębokiego osądu, a któż miałby sądzić te miliony ton wypocin, jakie wyrzucają z siebie użytkownicy sieci?

 

Nie wiadomo. Ale poza prawem istnieją inne sposoby regulowania ludzkich zachowań – jest nimi na przykład kontrola społeczna, czyli regulacja zachowań jednostek przez grupę. Zachowania jednostek mogą naruszać wartości i wypływające zeń normy społeczne, zaś odpowiedzią grupy mogą być rozmaite formy ostracyzmu. Aby było to możliwe tego typu zachowania należy ujawniać – oddawać pod osąd publiczny. Ma to głęboki sens, ponieważ każdy, kto wypowiada się publicznie powinien liczyć się z tym, że jego wypowiedź zostanie poddana publicznej ocenie. Biorąc pod uwagę tę argumentację Kuźniar postąpił słusznie, ale to nie koniec całego wywodu.

 

Co z prawem do anonimowości wypowiedzi? Przyjęło się, że Internet to medium, które zapewnia anonimowości wypowiedzi, co ma kolosalne znaczenie zarówno w systemach niedemokratycznych jak i demokratycznych. Kto i kiedy ma prawo ujawniać dane hejtera? Czy Kuźniar ma prawo być sędzią we własnej sprawie i decydować o tym, kiedy ujawniać dane osobowe osób, które go obrażają? Z drugiej strony, czy ktoś ma wątpliwości, że trzeba natychmiast powstrzymać to masowe rozrzucanie gnojówki po polu polskiego Internetu?

 

Zostaw odpowiedź