fbpx

Wywiad – Marcin Kądziołka prezes wydawnictwa Złote Myśli sp. z o.o.

W 2011 roku wydawnictwo Złote Myśli obchodziło 7. rocznicę działalności. W związku z tym zaprosiłem do rozmowy Marcina Kądziołkę – prezesa zarządu Złote Myśli sp. z o.o.

Krzysztof Rdzeń: Panie Marcinie, jak w kilku zdaniach może Pan podsumować 7 lat  działalności na rynku e-commerce? Czy „siódemka”, pomimo wszechogarniającego kryzysu, była dla Was szczęśliwą liczbą?

Marcin Kądziołka: I tak, i nie. Muszę powiedzieć, że w 2011 roku obroty nam nieco  spadły, co było dla nas mocnym otrzeźwieniem, gdyż do tej pory przez kolejne lata  notowaliśmy jedynie wzrosty. Jednak dzięki temu nadszedł czas refleksji i zmniejszenia kosztów, co pozwoliło nam wrócić do zyskowności. Jednak oceniając cały okres siedmiu  lat, widzę ogromne zmiany, jakie zaszły przez ten czas. Myślę, że osoby,które miały  okazję przez te kilka lat być sprzedawcami na rynku e-commerce, potwierdzą, iż rynek  ten zmienił się przeogromnie. Kiedyś problemami były niska świadomość internautów,  strach przed zakupami online, niewielki dostęp Polaków do kart kredytowych czy szybkich przelewów internetowych. Teraz te bariery zniknęły lub przynajmniej stały się mniej  dotkliwe dla sprzedawców. Za to pojawiła się dużo większa konkurencja, poprzeczka  stawiana przez klientów jest o wiele wyżej, są większe oczekiwania. Dla nas jest to  sytuacja korzystna, ponieważ od lat budujemy naszą pozycję na zaufaniu i jak najlepszej  obsłudze klienta. Są to elementy, które może kiedyś mogły wydawać się hamulcem w  rozwoju firmy, jednak wraz z upływem lat znacząco procentują. Pod tym względem są to  ciężkie czasy dla początkujących sprzedawców, ponieważ zaufania nie da się zbudować  w kilka tygodni, to jest praca na lata. A właśnie zaufanie i relacje z klientami, moim  zdaniem, obecnie stanowią największą wartość firmy sprzedającej cokolwiek w  internecie. Jednak nie oznacza to, że teraz jest trudniej niż te prawie 8 lat temu. Jest na  pewno inaczej, wyzwania są inne, trzeba się z nimi zmierzyć i je po kolei przezwyciężać.

K. R.: Wydawnictwo Złote Myśli przecierało szlak innym wydawnictwom publikacji elektronicznych. Zaczynaliście bez wielkiego kapitału, ale z determinacją do osiągnięcia sukcesu w tej branży. Czy czujecie się liderem tego rynku? Ile publikacji oferuje aktualnie  wydawnictwo?

M. K.: Zdecydowanie czujemy się liderem. Niedawno w „Gazecie Wyborczej” czytałem  artykuł, w którym padają nazwy dużych wydawców sprzedających 3 tys. e-booków rocznie. Nam takie ilości udaje się sprzedawać miesięcznie, co pokazuje różnicę w skali,  jeśli chodzi o sprzedaż publikacji elektronicznych. Bierze się to oczywiście po części ze  stosunkowo dużej liczby tytułów, których mamy obecnie 400, jednak jest to tylko część  prawdy. Myślę, że tak naprawdę procentuje nasze doświadczenie w sprzedaży publikacji  elektronicznych w internecie i dostosowanie do oczekiwań klientów. Sprzedaż wiedzy w  postaci niematerialnych produktów różni się w szczegółach od sprzedaży towarów  tradycyjnych, a że robimy to od lat, to wiemy, jak to robić w odpowiedni sposób.

K. R.: Co było kamieniem milowym w rozwoju wydawnictwa?

M. K.: Takich kamieni milowych było kilka. Pierwszym z nich było paradoksalnie  wprowadzenie do sprzedaży wersji drukowanych naszych e-booków. Trzeba pamiętać, że był to rok 2005 i nie było wtedy dostępnych czytników e-booków, wszystko należało czytać  na komputerze lub drukować, co nie było zbyt wygodne dla klienta. Dlatego też wprowadzenie wersji drukowanych skokowo poszerzyło bazę naszych klientów, a tym  samym przychody. Okazało się też niesamowitym wyzwaniem organizacyjnym, ponieważ  nagle musieliśmy tworzyć fizyczne produkty, zamawiać towar, utrzymywać  magazyn, zapewnić wysyłkę do klientów itd. Jest to oczywiste dla kogoś, kto od razu  sprzedaje tradycyjne towary, jednak dla nas to była nowość i musieliśmy się tego szybko  nauczyć. Kolejnym krokiem było wprowadzenie audiobooków. Zapewnienie klientom  kolejnego formatu, w jakim mogli korzystać z naszej wiedzy, było trafioną decyzją, co  zresztą widać na podstawie naszej obecnej oferty – większość publikacji pojawia się również w wersji audio. Jednak myślę, że to, co tak naprawdę pozwoliło nam się wybić –  to wszelkiego rodzaju zwariowane akcje marketingowe niespotykane wcześniej w Polsce.  Zaoferowaliśmy klientom na przykład podwójną gwarancję satysfakcji. Czyli nie  dość, że klient mógł dostać zwrot swoich pieniędzy, gdyby był niezadowolony z publikacji,  to jeszcze oferowaliśmy drugie tyle od siebie. Zwiększyło to oczywiście nieznacznie  odsetek osób chcących wykorzystać sytuację do szybkiego zarobku, ale zwiększona  sprzedaż z nawiązką pokryła straty wynikające z zamówień osób nie do końca uczciwych. Po prostu przenosząc całe ryzyko na nas, klienci dużo chętniej kupowali  nasze produkty, choćby dla sprawdzenia, co też może być w e-bookach takiego dobrego, że nie boimy się podjąć tak śmiałego kroku. W 2007 roku pozyskaliśmy też inwestora finansowego – MCI Management SA, co pozwoliło nam wejść na biznesowy, wyższy  poziom. Wiele się nauczyliśmy przy okazji tej współpracy, a obecność inwestora otworzyła nam również wiele drzwi do gabinetów prezesów firm, z którymi inaczej pewnie  nie mielibyśmy okazji porozmawiać.

K. R.: Jakie są perspektywy rozwoju publikacji  elektronicznych w najbliższych 12  miesiącach? Widać, że konkurencja nie śpi (ebookpoint.pl), a w branży pojawiają się głosy, że za progiem czyha kolejny gigant – Amazon?

M. K.: Perspektywy są niezwykle ekscytujące. Wreszcie w Polsce ma szansę wykreować  się rynek e-booków z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory, po pierwsze, brakowało wystarczającej liczby publikacji elektronicznych, a po drugie – tanich czytników, na których te publikacje można by wygodnie czytać. Tworzyło to zamknięte koło, bo po co kupować czytnik, gdy nie ma na nim treści, i po co tworzyć treści, skoro nie ma  wystarczającej liczby klientów z czytnikami? Zainteresowanie dużych wydawców książką  elektroniczną oraz zapowiadane pojawienie się Amazon.com daje szansę na rozbicie tego magicznego kręgu i przedostanie się e-booka do świadomości masowego czytelnika. A że sprzedaż e-booków odbywa się głównie przez internet, czyli na rynku doskonale  przez nas znanym, to nie obawiamy się konkurencji. Obserwujemy sytuację i będziemy  się dostosowywać do zmieniających się realiów.

K. R.: Czy w 2012 roku zmieni się struktura firmy, czy planowane są nowe, duże  przedsięwzięcia, czy stawiacie raczej na naturalny wzrost?

M. K.: Stawiamy na naturalny wzrost, nowe kanały sprzedaży i większą różnorodność,  jeśli chodzi o portfolio produktów. Będziemy naszą wiedzę przedstawiać w taki sposób,
w jaki chcą ją zdobywać nasi klienci.

K. R.: Co może Pan powiedzieć młodym ludziom, którzy dziś chcą rozpocząć swoją  przygodę z e-commerce? Czy wciąż jest łatwo wejść w wybrany segment rynku –  załóżmy branżę księgarską – i zbudować stabilny e-biznes?

M. K.: Powiem to, co powtarzam od lat. Znajdźcie niszę, która jest odpowiednio duża,  żeby zarobić, a jednak dość mała, aby dużym graczom nie opłacało się w nią wchodzić.  Nie ma sensu konkurować z dużą firmą w tym, w czym ona jest dobra. Chyba że widzimy problem, z którym nie może sobie poradzić właśnie ze względu na swoją wielkość, np.  bezpośredni kontakt z klientem i budowanie prawdziwych, wartościowych relacji.
Nie ma sensu też budowanie kolejnej księgarni, wydawnictwa czy sklepu z akcesoriami  do telefonów. Tutaj potrzebne są duże pieniądze na reklamę i zdobycie udziału w rynku. Czyli coś, czego młodym przedsiębiorcom przeważnie brakuje. Kolejna przestroga to przecenianie wartości technologii. To, że ktoś potrafi zbudować świetny sklep internetowy, w obecnych czasach zupełnie nic nie znaczy. Technologia jest obecnie śmiesznie tania.  Za kilkaset złotych miesięcznie można wynająć bardzo dobry sklep internetowy. Za kilka  tysięcy złotych można mieć serwis zbudowany na własne potrzeby. Właściwie każdy to może zrobić w krótkim czasie i nie buduje to żadnej przewagi konkurencyjnej. To, co się liczy, to marketing, sprzedaż i zdobywanie klienta na lata. Oczywiście podstawą jest  rewelacyjny produkt, o czym nawet nie wspominam, uznając to za sprawę oczywistą.

K.R.: Czy w dzisiejszych czasach trzydziestopięcioletni mężczyzna piastujący funkcję   prezesa ma czas na życie prywatne? Czym Marcin Kądziołka zajmuje się po godzinach  pracy, co robi w wolnym czasie, co daje mu natchnienie i energię do działania?

M. K.: Życie prywatne jest dla mnie bardzo ważne. Głównym filarem misji, którą  wypełniają Złote Myśli, jest propagowanie sukcesu rozumianego jako balans pomiędzy różnymi sferami naszego życia. Nie mógłbym kierować firmą, zachowując się zupełnie  inaczej w życiu prywatnym, ponieważ byłoby to niespójne. Dlatego też, pomimo dużej  ilości czasu i energii poświęcanych pracy, znajduję czas dla rodziny i różnego rodzaju hobby. Mam zasadę, że nie pracuję w weekendy i bardzo rzadko ją łamię. To jest czas na  regenerację i ponowne naładowanie akumulatorów, ewentualnie na uczestnictwo w  szkoleniach rozwoju osobistego. Dbam też o zdrowie, unikając niezdrowych potraw, i staram się każdego dnia nieco poruszać. Ćwiczę japońską sztukę walki mieczem – Iaido,  a także regularnie biegam i chodzę na basen. Jako hobby traktuję również naukę języków  obcych. Uczę się kilku języków, w tym japońskiego, który jest moją ostatnią fascynacją.  Możliwość odczytywania „dziwnych znaczków” daje mi naprawdę sporo radości. Utrzymywanie balansu w każdej z tych dziedzin, ciągły rozwój i widoczne rezultaty moich  działań dają mi energię do dalszego działania i chęć próbowania czegoś nowego.

K.R.: Bardzo  dziękuję za szczere odpowiedzi i życzę powodzenia w realizacji planów na 2012 rok.

Zostaw odpowiedź