fbpx

Wywiad z Kominkiem, czyli Tomek Tomczyk o współpracy z blogerami

Krzysztof Rdzeń: Jak wrażenia z jazdy Peugeotem?

Tomek Tomczyk: Oczywiście wyłącznie pozytywne. Była to najciekawsza kampania, jaką robiłem od bardzo dawna, a po reakcjach i czytelników i “branży” widzę, że się podobała. 

 

Krzysztof Rdzeń: Kim jest Kominek, kiedy zaczął swoją przygodę z blogowaniem i dlaczego od lat jest najbardziej wpływowym blogerem w Polsce? Co to znaczy, że bloger jest wpływowy?

 

Tomek Tomczyk: Jestem blogerem od 7 lat. Z tą “wpływowością” to nie ma co przesadzać, bo blogerzy świata nie zmieniają i na co dzień nasz wpływ  ma wymiar lokalny – sprowadza się do grona naszych czytelników. Sama definicja “wpływowego blogera” też jest umowna, bo tegoż wpływu nie da się zmierzyć. Można go odczuwać. Przyjęło się, że jeśli bloger publikuje treści, które często nie giną w tłumie innych informacji, a przy tym niosą ze sobą jakąś opinię, jest wpływowy. Jeśli w dodatku ten bloger ma wielu czytelników, zaangażowaną społeczność, często udziela się w mediach tradycyjnych, to tym bardziej buduje to jego wizerunek wpływowego blogera. Jest to mechanizm podobny jak w prasie i telewizji, a nawet w showbiznesie. Tyle że w dużo mniejszej skali. 

  

K.R.: Prowadzisz trzy poczytne blogi, które tworzą markę Kominek. Masz firmę, realizujesz szkolenia indywidualne z zakresu PR i współpracy firm z blogerami – co jest Twoim głównym źródłem zysków?

 

T.T.: W dalszym ciągu blogi i reklama na blogach, przy czym nie jest to już reklama wyłącznie banerowa, do której przyzwyczaili reklamodawców blogerzy. Jeszcze długo w naszym kraju będzie pokutowało myślenie, że reklama na blogu=banerek reklamowy. Odszedłem od tego modelu współpracy i obecnie najbardziej lubię działać angażując się w promocję danej marki, a także angażując w tę promocję moich czytelników. Według badań najbardziej motywująca przy tworzeniu bloga jest dla blogera możliwość wyrażania opinii i emocji. Po to także ludzie wchodzą na blogi. Po subiektywne opinie, po emocjonalne, pozbawione obiektywizmu wpisy. Czytelnicy blogów najczęściej chcą poznać te opinie i zgodzić się z nimi. Trudno, żeby regularnie wchodzili na blogi, na których ktoś pisze głupoty. W związku z tym wystarczy postawić sobie jedno pytanie. Po co dawać na bloga baner reklamowy nie niosący żadnych emocji, żadnej opinii, skoro lepiej i skuteczniej jest zaangażować w reklamę blogera i jego społeczność? I ja to właśnie robię. 

 

K.R.: Ile sklepów internetowych współpracowało dotychczas z Twoją firmą i jak najczęściej wygląda taka współpraca?

 

T.T.: Policzyć nie policzę, bo nie pamiętam, ale bardzo udaną współpracę miałem kilka miesięcy temu z firmą oklejgo.pl. To sklep, w którym sprzedawane są m.in. maty magnetyczne na lodówki, laptopy, itp. Klient chciał zapoznać czytelników ze swoją ofertą. Zasugerowałem, że najlepiej będzie zmotywować społeczność do tego. I w ten sposób w pierwszej fazie współpracy zachęciłem czytelników do wybrania maty dla mnie, a w drugiej fazie – mieli sami sobie wybrać matę. I linka z wybraną matą wkleić do komentarzy. Ja następnie miałem metodą pseudolosowania wybrać zwycięzcę. 

Nie ma lepszego sposobu, aby zachęcić czytelników do klikania na stronę reklamodawcy, jak nagrodzić go za to. Bardzo miło wspominam tę współpracę, bo z tego co wiem liczba komentarzy pod tekstem konkursowym do dziś jest w pierwszej piątce najpopularniejszych tekstów na blogu. Poza tym widziałem, że ta firma współpracowała później także z innymi blogerami, co świadczy o tym, że nie zniechęciła się do działań w blogosferze. 

 

K.R.: Jak można rozpocząć współpracę z Kominkiem, ile to kosztuje i kto ustala reguły gry?

 

T.T.: Współpraca ze mną jest bardzo prosta. Wystarczy wysłać maila z opisem produktu/marki i jeśli firma nie ma pomysłu na współpracę, może tylko zapytać, czy ja widzę możliwość reklamy na blogu. To bloger zna najlepiej siebie, swoją społeczność, możliwości swojego bloga. Jestem za tym, aby blogerzy nie czekali na gotowe, tylko aktywnie pomagali reklamodawcom w ułożeniu całej strategii kampanii. Koszty oczywiście są różne. Generalnie nie robię nic poniżej 2 tys. Najdroższe kampanie kosztują kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale nie było ich zbyt wiele. Jeszcze nie te czasy. 

 

K.R.: Co jest największą korzyścią dla firmy promowanej przez Twoją markę? 

 

T.T.: Reklama prasowa ginie w tłumie. Dajmy na to Mensis. Wrzucacie reklamę do miesięcznika, np. Playboy.Jaki on ma zasięg? Dajmy na to 100 tysięcy. Nie ma tyle, ale niech zostanie okrągła liczba. Czytelnik bierze magazyn do ręki i czyta. Raz. Nigdy nie wraca do przeczytanego artykułu. W związku z tym Twoją reklamę też widzi tylko raz. Mało tego – Twoja reklama ginie w tłumie, bo większą część każdego pisma zajmują reklamy innych marek. W każdym numerze jest ich kilkadziesiąt. Za to wszystko płacisz grubą kasę, prawda?

No to teraz weź spójrz na blogera, który ma co najmniej 150 tys UU miesięcznie. Wielu z nas ma więcej, mi w najlepszych miesiącach dochodziło do 360 tys. Czytelnik nie czyta go raz w miesiącu. Czytelnik wchodzi na niego raz dziennie, czasami raz na dwa dni. Czytelnik nie wraca do przeczytanego artykułu, ale to nic, bo reklama widoczna jest na każdej podstronie bloga. Codziennie. Mało tego – reklama nie ginie w tłumie, bo zazwyczaj blogerzy nie mają więcej jak dwóch dużych banerów. W moim przypadku zwykle jest tylko jeden. I za to wszystko płacisz 10 razy mniej niż za deal z Playboyem. 

To jeszcze nic. Teraz najważniejsze. Reklama w Playboyu nie niesie ze sobą żadnej opinii, żadnych emocji. Nic. Jest statyczna. Reklama na blogu niesie ze sobą opinię blogera, wzbudza dyskusje, a dyskusje rodzą kolejne opinie. Twój produkt dostaje to, czego potrzebuje każda współczesna marka – emocji. Świetnie to określił Schultz, szef Starbucksa w swojej książce. Kiedyś po prostu piło się kawę. Czarną, zwyczajną kawę. Dziś już nie pijemy kawy. My doświadczamy picia kawy. To duża różnica, o czym można przekonać się porównując picie kawy w barze Bistro na dworcu i w jednej z sieciówek. Obojętnie jakiej, bo wszystkie są takie same i uderzają w te same emocje. Reklama prasowa jest jak picie kawy w Bistro. 

Nie wspomniałem o jeszcze jednym. Twoja reklama w Playboyu znika po miesiącu. Twoja reklama na blogach jest “wieczna”. Zostaje w google.

Coraz więcej firm to rozumie i jest kwestią najbliższych lat aż reklama na blogach stanie się droższa niż prasowa i nie będzie to miało związku z tzw. upadkiem prasy. Firmy zrozumieją, że reklama prasowa ma mniejszy sens niż reklama na blogach. Problem w tym, że na dziś nawet blogerzy tego nie dostrzegają i sprzedają się za “pincet” złotych. 

 

K.R.: Co możesz powiedzieć firmom, które mają obawy przed podjęciem współpracy z blogerami? Jak powinny zabezpieczyć się obie strony transakcji?

 

T.T.: Nie muszą mieć obaw. Współpraca z blogerami nie niesie żadnego ryzyka. Czy znasz choć jeden przykład nieudanej współpracy z blogerem, kiedy to wina była po stronie blogera? Nie ma czegoś takiego. Wszelkie tzw. kryzysy w social mediach związane z blogosferą wynikały albo z nieuczciwości firm(bo nie płaciły) albo z nieumiejętnego kontaktu z blogerami. No wybacz, ale jeśli pisze do mnie ktoś z adresu “darknajtmaster@poczta.onet.pl” i w treści zapodaje “hejka, pracuję dla megakorpo, chcą mieć reklamę na blogach. ile kaski za to chcesz??”, to niech sobie nie myśli, że będzie potraktowany poważnie. Na szkoleniach uczulam firmy, aby pisały do blogerów takie propozycje, jakie sami chcieliby otrzymać, będąc na ich miejscu. 

 

 

K.R.: Ostatnie wydarzenia na linii Schaffashoes – Fashionelka pokazały, że bloger co prawda może zapewnić rozgłos marce wśród swoich czytelników, ale potrafi też w jednej chwili zniszczyć opinie danej marki znacznie szerzej (sytuacje komentowały różne media). W związku z tym, że prawdopodobnie poznałeś tę sytuację od zaplecza chciałbym żebyś to skomentował oraz powiedział jak często takie wydarzenia mają miejsce?

 

T.T.: Niestety bardzo rzadko. Wbrew temu, co sądzą niektórzy branżowcy, ja w pełni popieram działania Fashionelki i nie mówię tego tylko dlatego, że wiem jak to wyglądało z jej strony. Do mnie spływa bardzo wiele maili z prośbami o rady, ponieważ firmy bardzo często zastraszają blogerów. I w 90% przypadków to się firmom udaje. Blogerzy po cichu kasują nieprzychylne opinie, kasują blogi, przepraszają i sprawy te nigdy nie wychodzą na jaw. Doradziłem Elizie, aby się nie bała, bo racja jest po jej stronie i choćby nie wiem co się działo, ta sprawa musi się skończyć po jej myśli. Żadnych polubownych rozwiązań. Wina w całości ma iść na firmę! A ona jest na tyle inteligentną dziewczyną, że doskonale wiedziała jak tym pokierować i koniec końców firma wzięła wszystko na klatę. Ktoś może powiedzieć, że to szkodzi blogosferze. Gówno a nie szkodzi. Takie akcje pokazują innym blogerom, że mają prawo, mają siłę i możliwości by walczyć o swoje. Od kasy zawsze będzie ważniejszy honor i mam głęboko w dupie fakt, że ja przez taką Fashionelkę mogę mniej zarobić, bo jedna czy druga firma przestraszy się współpracy z blogerem. Z przyjemnością mniej zarobię, ale będę miał za to satysfakcję, że funkcjonuję w środowisku ludzi, których nie można bezkarnie szantażować. I na koniec proste pytanie. Czy wyobrażasz sobie, że ta sama firma wysłałaby maila z groźbami donosu do skarbówki do np. telewizji TVN?

 

K.R.: Mam 3000zł miesięcznego budżetu na marketing sklepu z ziołami i suplementami. Mogę zostawić je w kanałach, które przynoszą sprzedaż (AdWords, porówynwarki) lub przyjść do Ciebie i liczyć na… jakich efektów możemy oczekiwać od reklamy sklepu w blogosferze?

 

T.T.: Jeśli zależy ci na kliknięciach i odsłonach, to przykład masz wyżej z matami magnetycznymi, ale ja bym na Twoim miejscu odważył się na coś więcej. Aktualnie współpracuję z firmą Natur House. Oni się zajmują odchudzaniem, suplementami itp. Wymyślili, że zrobią u mnie eksperyment i trzech wybranych przeze mnie czytelników odchudzą. W 2 miesiące. Pytałem się ich, czy się nie boją. W prasie łatwo jest pokazać fotki “przed i po”, poprawiając je odpowiednio photoshopem. Na blogu to się nie uda. Jeśli czytelnicy nie schudną, firma straci. Natur House są pewni swego i swoich produktów. Na efekty przyjdzie nam czekać do sierpnia, a w międzyczasie będę śledził postępy kuracji, bo te osoby zgodziły się ujawnić swoje dane. Dla mnie jest to idealny przykład właściwego wykorzystania blogów do promocji marki. Nic, absolutnie nic nie przekona potencjalnego klienta bardziej niż obserwacja efektów. Jeśli przez te 2 miesiące moi czytelnicy zrzucą dzięki nim kilka kilogramów, a przy tym nauczą się zdrowego odżywiania, to lepszej reklamy ta firma nie będzie potrzebowała. Oczywiście na taką akcję musiałbyś mieć trochę większy budżet, przynajmniej u mnie 🙂
 

K.R.: Współpracę z jaką firmą uważasz za najciekawszą, czego dotyczyła,  jakie miała ramy i jakimi efektami się zakończyła?

 

T.T.: Najciekawszą współpracą jest dla mnie partnerska współpraca z Panasonic, która trwa już blisko rok. W ramach tej współpracy przedstawiam firmę i jej produkty jako element mojego stylu życia. Nie wrzucam na blogi newsów o Panasoniku, raczej koncentruję się na bardziej zjadalnych treściach. Przykładowo w testach sprzętu nie są dla mnie najważniejsze jego parametry, bo tym się zajmują profesjonaliści na profesjonalnych stronach. Istotniejszy dla mnie jest wygląd, użyteczność, czyli w skrócie – wyjaśniam moim czytelnikom, czy dany aparat będzie pasował im do koloru torebki. No może trochę przesadzam. Dam to na przykładzie. Dostałem aparat do zdjęć podwodnych. Zamiast skupiać się na tych wszystkich bzdurach o przesłonach, obiektywach, po prostu poleciałem do Egiptu na rafę koralową i pokazałem, jak fajne filmy można kręcić tym sprzętem. Albo inny przykład – kiedy pojechałem z firmą na ich konferencję do Hamburga, nie pisałem tylko o tym, jak genialne produkty znajdą się na półkach sklepowych w tym roku, ale także o tym, jak fajnie się z nimi piło wódkę. Zapewne zapytałbyś mnie, czy mogę pisać negatywnie o marce. Mogę. Nawet muszę, bo nic tak nie dodaje wiarygodności opiniom, jak krytyka. Z Panasonikiem nie mam jednak problemu, bo oni nie robią słabego sprzętu. Może być nie najlepszy, może być średni, ale nigdy beznadziejny i nawet ich smartfon, o którym nie wyrażałem się pochlebnie, nie jest totalnie nieudanym produktem. 

To, co robię obecnie z Panasonikiem, jest przyszłością blogosfery. Firmy coraz częściej będą wchodziły w stałą współpracę z blogerami, bo jeszcze długo całoroczny budżet na takie działania będzie mieścił się w cenie góra dwóch reklam telewizyjnych. Koszta to żadne, a zyski całkiem spore, bo dają marce stałą obecność w social mediach. I sympatię. Nie tylko blogerów, ale i jego czytelników. 

Zostaw odpowiedź