fbpx
marek rusiecki, wywiad z markiem rusieckim, Xevin Investments

Wywiad: Marek Rusiecki, prezes Xevin Investments

Wywiad z Markiem Rusieckim prezesem Xevin Investments, inwestorem w drugiej edycji programu Dragons’ Den. Xevin Investments ma w swoim portfolio szereg inwestycji w e-commerce, m.in.: bezokularow.pl, cuppon.pl, highclass.pl.

Krzysztof Rdzeń: Ile inwestycji zrealizował Xevin Investments w czasie swojej działalności i z ilu inwestycji fundusz wyszedł z zyskiem?

Marek Rusiecki: Przez 4 lata działalności zrealizowaliśmy ponad 20 inwestycji, dokonując 5 wyjść (całościowych i częściowych). Nie było jeszcze exitu, na którym byśmy stracili zainwestowane pieniądze. Średni „carried multiple” mamy w okolicach 10 (1000% zwrotu z inwestycji).

K.R.: Ile przeprowadzonych inwestycji dotyczyło sektora e-commerce i jakiego rzędu były to inwestycje?

M.R.: Do tej pory zainwestowaliśmy w 4 podmioty z branży e-commerce: bezokularow.pl, etingroup.pl (krainaherbaty.pl, krainakawy.pl), highclass.pl i cuppon.pl. Były to inwestycje od paruset tysięcy do miliona złotych

 

K.R.: Jaki był cel pozyskania funduszy przez sklepy internetowe?

M.R.: Każdy projekt potrzebował pieniędzy na inny cel. W przypadku highclass.pl zdecydowaliśmy się na odkupienie udziałów od dotychczasowych udziałowców. Spółka rozwija się ze środków własnych. Bezokularow.pl potrzebował środków na ekspansję offline (centra handlowe), terytorialną (rynek CEE) i promocję. Cuppon to przede wszystkim zapotrzebowanie środków na marketing. Obecnie każdy nowy projekt e-commercowy rozpatrujemy pod kątem synergii z pozostałymi projektami w naszym portfolio. Wymiana doświadczeń jest nawet ważniejsza niż kapitał.

 

K.R.: Jakie wzrosty odnotował Cuppon.pl po roku współpracy z inwestorem?
M.R.: Startowaliśmy z niskiego pułapu, więc w ciągu roku wzrost jest około dziesięciokrotny. Dziś serwis generuje 700 tys. zł miesięcznie.

 

K.R.: Jaki jest akceptowalny termin zwrotu z inwestycji w sektorze e-commerce oraz w jakie projekty najchętniej inwestuje Xevin Investments?

M.R.: Projektom e-commerce, tak jak większości naszych inwestycji z innych sektorów, dajemy około 12 miesięcy na osiągnięcie rentowności (o ile w momencie inwestycji nie były już rentowne). To są często dość stabilne biznesy, bez skokowych wzrostów (może poza segmentem zakupów grupowych). W 2-3 lata to maksymalny termin na zwrot z inwestycji. Takich projektów szukamy.

 

K.R.: Czego poza kapitałem można oczekiwać od inwestora wchodzącego do spółki?

M.R.: Wiedzy, doświadczenia, kontaktów – to są niby banały, ale w przypadku posiadania kilku spółek z segmentu e-commerce, każda kolejna dołączająca do naszego portfolio, realnie może korzystać z doświadczeń naszych sklepów. Umowy z kurierami, koszty obsługi transakcji, promocja – takie koszty możemy obniżać, dzięki wspólnym negocjacjom.

 

K.R.: Wasze decyzje inwestycyjne w dużej mierze determinują ludzie, z którymi możecie współpracować? Kto jest idealnym wspólnikiem: dobry menedżer, specjalista, pasjonat?

M.R.: Idealnym wspólnikiem jest osoba łącząca wszystkie te cechy. Bez pasji nie ma rozwoju biznesu, bez twardych umiejętności nie wypracuje się zysków.

 

K.R.: W ilu przypadkach wejście inwestora do spółki gwarantuje realizację zakładanych celów.

M.R.: Wejście inwestora do spółki to początek drogi ku sukcesowi. Jeśli na etapie rozmów o inwestycji obie strony poznały się na tyle dobrze, że chcą ze sobą pracować po podpisaniu dokumentów – jest duża szansa na sukces. Brak chemii pomiędzy inwestorem a przedsiębiorcą, nawet przy dużym poziomie inwestycji, prędzej czy później doprowadzi do na tyle dużych konfliktów, że zamiast skupić się na rozwoju wspólnego biznesu, obie strony zaczną tracić siły na konflikty. Jeśli parametry inwestycji są dograne, ale czujemy że coś jest nie tak w relacji z przedsiębiorcą – odstępujemy od inwestycji.

 

K.R.: Jakie sklepy internetowe mają szansę na pozyskanie inwestora i jak wygląda rynek funduszy inwestujących w e-commerce w Polsce?

M.R.: Nas interesują perspektywiczne nisze. Liderzy swoich kategorii, bądź aspirujący do takiej roli.

Większość graczy pomija e-commerce, bo jest dla nich mało seksowny. Rzadko można w ciągu roku czy dwóch wyskalować ten model biznesu chyba, że chodzi o zakupy grupowe, dlatego większość inwestorów patrzy raczej w kierunku społeczności i mobilności.

Na pewno największym graczem w branży e-commerce jest fundusz MCI, który ma w swoim portfolio historyczne inwestycje w travelplanet.pl czy niedawne wyjście z Mall.cz.

 

K.R.: Jak zachęcić inwestora do wsparcia naszego biznesu?

M.R.: Gdy pojawia się u nas sklep internetowy zainteresowany pozyskaniem kapitału i jest na początkowym etapie rozwoju (ma powiedzmy rok i pierwsze przychody), najistotniejsza jest dla nas odpowiedź na pytanie – po co mu są te pieniądze? Jeśli przedsiębiorca wie dlaczego potrzebuje pieniędzy, jak zamierza je wydać i co tak wydane pieniądze spowodują w jego biznesie jest to już podstawa do rozmów. Czynniki, które rozpatrujemy równolegle to potencjał danej niszy i sam przedsiębiorca.

 

Zdarza się, że przychodzą do nas firmy po finansowanie obrotowe, bo chcą zapewnić sobie płynność ale to de facto nie rozwiązuje ich problemów, a nawet rzadko powoduje wzrosty biznesu, więc takie inwestycje nas nie interesują.

 

Często słyszymy też, że przedsiębiorca potrzebuje kapitału na reklamę. Interesuje nas na jaką reklamę, jakie są stopy zwrotu, jakie wskaźniki konwersji itd. Im więcej właściciel już wie o swoim biznesie i jest w stanie przedstawić realne dane tym bardziej skłonni jesteśmy wyłożyć pieniądze.

 

K.R.: Jak wygląda inwestycja z perspektywy inwestora? Czy dla inwestora zawsze liczy się szybkie wyjście i maksymalny zwrot z inwestycji?

M.R.: Inwestorowi zależy na tym, żeby upłynnić swoją część udziałów z zyskiem, dlatego jeśli na etapie rozmów nie zgadzamy się w kluczowych kwestiach z przedsiębiorcą to stwierdzamy, że nie ma sensu robić takiej inwestycji. Gdy my mówimy, że za 3 lata chcemy sprzedać ten biznes inwestorowi branżowemu, a właściciel nastawia się na prowadzenie biznesu do końca życia to taka inwestycja przestaje być dla nas interesująca. Z drugiej strony podpisana umowa inwestycyjna zabezpiecza nas przed nagłymi zmianami zdania przedsiębiorcy i zawsze daje możliwość wyjścia z inwestycji.

 

K.R.: Czy może Pan przekazać kilka wskazówek osobom, które zamierzają założyć własny e-commercowy biznes?

M.R.: To będzie prosta rada ale nadal bardzo aktualna – należy odnaleźć fajną i niezagospodarowaną niszę rynkową. Wbrew pozorom perspektywiczne nisze w polskim internecie wciąż istnieją, a w przyszłości pojawią się nowe. Gdybym miał wskazać przykład to kilka lat temu powiedziałbym sklep zoologiczny, dziś pomimo że na tym rynku wykreowali się liderzy (zooplus.pl, animalia.pl) to branża wędkarstwo może być wciąż atrakcyjnym przykładem. Sklepy wędkarskie co prawda istnieją ale jest to segment, który nie funkcjonuje w większych sklepach zoologicznych i nie ma też wyraźnego lidera tej niszy na naszym rynku. Powtarzalność zakupów w tej branży może nawet usprawiedliwiać pojawiającą się sezonowość. Dziś dbanie o lojalność klienta jest szczególnie ważne w e-commerce.

 

Po drugie fajnie by było mieć jakieś doświadczenie w handlu w internecie w ogóle. Z moich informacji wynika, że dla wielu właścicieli sklepów internetowych to właśnie allegro było tym pierwszym krokiem do większych lub mniejszych sukcesów w sprzedaży online. Sam pomysł, że zrobię sklep, kupię towar i będę sprzedawał to wciąż za mało, żeby szybko zobaczyć efekty.

 

Pozostaje jeszcze kwestia spraw zupełnie podstawowych, czyli cechy przedsiębiorcy u potencjalnego właściciela sklepu – bez tego ciężko wystartować nie wspominając o osiągnięciu sukcesu.

 

K.R.: Dziękuję za rozmowę.

1 komentarz

  1. Tomek 23-06-2013

Zostaw odpowiedź